Wojewoda zobowiązał koła łowieckie do sanitarnych odstrzałów dzików. Nie wszystkim się to podoba

Box1 Wiadomości
O sanitarnych odstrzałach dzików rozmawialiśmy z Piotrem Pawlikowskim, prezesem Koła Łowieckiego Szarak Łążyn. Fot. Łukasz Piecyk

Niepokoją mieszkańców miast, niszczą uprawy i przyczyniają się do rozprzestrzeniania ASF. Z drugiej strony pozytywnie wpływają na stan sanitarny lasu i pomagają zwalczać leśnych szkodników. Myśliwi podkreślają, że w określaniu liczebności populacji dzików należy kierować się zasadą złotego środka, a zarządzanie dodatkowych ostrzałów – może nią zachwiać.

Wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz 31 marca zarządził sanitarny odstrzał dzików na obszarach zagrożonych wystąpieniem afrykańskiego pomoru świń. Chodzi m.in. o powiat toruński. Myśliwi z podtoruńskich miejscowości nie są zadowoleni z takiego obrotu spraw i tłumaczą, że to dla nich dodatkowy obowiązek.

REKLAMA

– Mamy zaplanowane do odstrzału swoje dziki, z czego rozlicza nas Polski Związek Łowiectwa, a dodatkowo wojewoda narzuca nam swoje plany i teraz stoimy pod dwoma pręgierzami – mówi Jan Kasprowicz, prezes Koła Łowieckiego Bażant Czernikowo. – Poza tym dziki z odstrzału sanitarnego nie są zaliczone do planu łowieckiego i nie traktuje się ich jako sztuk odstrzelonych, tylko jako ubytki sanitarne. Tak, jakby te dziki były z desantu, z podrzutu… Robi się duże zamieszanie.

Co więcej, myśliwi uważają, że dodatkowy odstrzał nie jest potrzebny, a nawet – że może zaszkodzić. Koła łowieckie bowiem co roku prowadzą inwentaryzację zwierząt łownych i na jej podstawie obliczają przyrost zwierząt. To wyznacznik, aby zgodnie z założeniami prawidłowej gospodarki łowieckiej przyjąć poziom pozyskania zwierzyny, czyli liczbę sztuk zwierząt do odstrzału. Wyliczony poziom gwarantuje z jednej strony możliwość odtworzenia populacji w przyszłym roku, a z drugiej zniwelowanie szkód rolniczych. Istotą jest znalezienie złotego środka.

– Zdaniem wojewody nasza inwentaryzacja jest zaniżona – tłumaczy Piotr Pawlikowski, prezes Koła Łowieckiego Szarak Łążyn. – Nie zgadzamy się z zarządzonym odstrzałem sanitarnym. Naszym zdaniem populacja jest na niskim poziomie, jest stabilna i nie stwarza podstaw do tego, że ASF może się na naszym terenie rozprzestrzenić.

Co jednak w sytuacji, gdy koła będą miały trudności z wykonaniem zarządzenia wojewody? W takich wypadkach muszą niezwłocznie zgłosić to powiatowemu lekarzowi weterynarii. Wówczas w obszarze danego obwodu łowieckiego zaczynają działać funkcjonariusze policji, Straży Granicznej lub Straży Pożarnej, posiadający odpowiednie uprawnienia łowieckie.

– Niestety, jeśli dojdzie do takiej sytuacji, czyli zaangażowania służb, to przy podpisywaniu umowy o dzierżawę obwodów łowieckich mogą wystąpić problemy równoznaczne z rozwiązaniem koła. Właśnie dlatego wszyscy stają na głowie, żeby te odstrzały wykonać – dodaje Piotr Pawlikowski.

Bardziej bezkompromisowi w tej kwestii pozostają rolnicy. Podkreślają, że populację dzików należałoby zmniejszyć do 1 dzika na 1 km2.

– Nadmiar populacji dzika jest bardzo szkodliwy dla rolnika z dwóch powodów. Po pierwsze dzik uszkadza uprawy i powiat toruński nie jest wolny od tego problemu. Dziki wyszły z lasu na pola w momencie upowszechnienia upraw kukurydzy, mówi się nawet, że kukurydza jest dla nich afrodyzjakiem. Po drugie, dziki przenoszą ASF. To groźna choroba nie tylko dla hodowli, ale też dla całej gospodarki – wyjaśnia Tadeusz Ziółkowski, wiceprezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej.

– Dziki na terenie powiatu toruńskiego nie są dużym problemem, szkody w uprawach rolniczych są u nas bardzo małe – kontrargumentuje Jan Kasprowicz. – Oczywiście, jeśli chodzi o ASF, to im mniejsze zagęszczenie dzików w łowisku, tym mniejsze ryzyko pomoru.

Odmienne zdanie z kolei mają ekolodzy. Zwracają uwagę, że do rozprzestrzeniania się ASF przyczyniają się… sami myśliwi.

– Od dawna wiadomo, że ASF rozprzestrzenia się przez myśliwych. Upolowane zwierzę, krwawiące, jest transportowane po drogach publicznych i to jest największe zagrożenie dla rozwoju tej choroby. Dopóki nie było odstrzałów sanitarnych, ASF nie roznosił się tak gwałtownie. Myśliwi są odstrzałom sanitarnym przeciwni właśnie dlatego, doskonale zdają sobie sprawę, że to nie działa. Problem nie tkwi w populacji dzików, tylko w nieodpowiednim zabezpieczeniu gospodarstw. Ludzie sami są sobie winni – podsumowuje Sylwester Jankowski, toruński aktywista ekologiczny. 

Myśliwi z 13 kół łowieckich, zlokalizowanych na terenie powiatu toruńskiego, mają czas do 28 grudnia, aby w ramach ochrony przed ASF odstrzelić łącznie 297 dzików. W całym województwie kujawsko-pomorskim liczbę tę określono na ponad 11,2 tys. sztuk.

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *