Toruńska kancelaria tuż przed licytacją powstrzymała nieprawne przejęcie mieszkania w centrum Bydgoszczy

Box1 Wiadomości
fot. nadesłane

Dziś mówi, że ma poczucie, jakby jej historia była scenariuszem filmowym. Od wielkiego szczęścia, spełnienia marzenia o ekskluzywnym mieszkaniu w centrum miasta, przez bankructwo i głęboką depresję, po prawniczą batalię, która skończyła się spektakularnym sukcesem… dosłownie pięć minut przed licytacją wymarzonego mieszkania. Gdyby nie toruńska Kancelaria Pledziewicz, Dagmara Solecka z Bydgoszczy dziś zapewne straciłaby ponad ćwierć miliona złotych i stała się ofiarą systemu bankowego.

– To, co zrobili moi prawnicy, to był absolutny majstersztyk – mówi Dagmara Solecka. – Prawdę mówiąc, kiedy przyjechałam do kancelarii na pierwsze spotkanie, nie miałam już nadziei, że uda mi się wydostać z pułapki, w którą wpadłam. Gdyby nie ich wiedza i upór, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej…

REKLAMA

Dagmara Solecka dziesięć lat temu była u szczytu kariery zawodowej. Była współwłaścicielką dobrze rozwijającej się firmy działającej w branży odzieżowej. Miała zlecenia, kontrakty i umowy zagraniczne. Nic nie wskazywało na to, że mogą zbliżać się kłopoty.

– W sytuacji, gdzie mamy do czynienia z istniejącym już zadłużeniem i nieprawidłowościami w procesie ustalania wysokości długu, jego egzekucji, musimy spojrzeć na każdą sprawę wyjątkowo. Nie ma uniwersalnego podejścia. Tak też było tutaj – przywrócenie możliwości sądowej obrony wymagało zastosowania mechanizmów szytych na miarę.

Nie sposób było przewidzieć, że wspólnik okaże się oszustem, który przekręci wspólniczkę dokładnie wtedy, kiedy gwałtownie wzrośnie kurs franka szwajcarskiego. Zbieg tych dwóch okoliczności sprawił, że sytuacja finansowa Dagmary Soleckiej zrobiła się wprost katastrofalna.

– Nie miałam wyjścia. Żeby płacić raty kredytu, musiałam natychmiast znaleźć nową pracę – wspomina najtrudniejszy dla siebie okres w życiu. – Ale niełatwo jest znaleźć taką, która zapewni stale rosnący dochód, adekwatny do wzrostu wartości franka szwajcarskiego. Po kilku miesiącach zrozumiałam, że choćbym sobie wypruła żyły, to i tak nie podołam. Tak naprawdę wystarczyło pół roku, żeby znaleźć się w sytuacji bez wyjścia. Załamałam się. Wpadłam w skrajną depresję, całymi dniami nie mogłam wyjść z łóżka.

Na dramat życiowy banki były jednak nieczułe. Telefony od pracowników sektora bankowego były jak budzik. Dosłownie minutę po siódmej rano zaczynały się nagabywania, zawoalowane groźby. Niby każdy argument brzmiał wiarygodnie, każde zdanie brzmiało kulturalnie, ale zawsze kryły się za nimi groźby i manipulacje. Połączeń takich Dagmara Solecka odbierała po kilka, a czasem kilkanaście dziennie. Dzwonił nie tylko bank, w którym miała kredyt mieszkaniowy, ale także firmy pożyczkowe, w których zapożyczyła się, by płacić raty kredytu frankowego.

– To częsty błąd popełniany przez osoby znajdujące się w panice z powodu niemożności spłacania kredytu hipotecznego. W obawie przed utratą domu zapożyczają się one w innych bankach, a potem w firmach pożyczkowych, na końcu w chwilówkach. To podstawowy odruch, jednak zgubny. Powoduje, że problem oddala się w czasie, ale jest to jedyny plus. Minusem jest to, że nasz dług rośnie, bo za każdą pożyczkę płacimy dodatkowe, często bardzo wysokie prowizje i inne koszty. Ponadto powiększamy liczbę swoich wierzycieli i nie walczymy już tylko z bankiem. Zapominamy też, że każdy z niezaspokojonych wierzycieli, nie tylko ten, który ma wpisaną hipotekę w naszej księdze wieczystej, może wszcząć przeciwko nam egzekucję z nieruchomości. Nie zaciągajmy zatem pożyczek, aby ratować swoją niewypłacalność. 

Kiedy latem 2019 r. miało dojść do licytacji mieszkania Dagmary Soleckiej, na której zjawiło się kilkunastu klientów, także z Warszawy, wydawało się, że sprawa jest przegrana.

– To, co się wydarzyło tego dnia, w zasadzie mogłoby posłużyć za scenariusz filmu, i to wcale nie komedii, ale prawdziwego thrillera – dodaje ze łzami wzruszenia w oczach Dagmara Solecka. – Licytacja została wyznaczona na samo południe. Aby ją powstrzymać, niezbędna była decyzja Sądu Apelacyjnego w Gdańsku w sprawie ponownego rozpatrzenia sprawy o unieważnienie niezgodnych z prawem zapisów umowy na kredyt we frankach szwajcarskich. Dosłownie pięć minut przed licytacją mój radca prawny otrzymał telefon z sekretariatu kancelarii, że poczta doręczyła przesyłkę z postanowieniem sądu. Na moich oczach sekretarka sądu biegła przez korytarz do sędziego, któremu wręczyła w ostatniej chwili pismo przesłane faxem przez personel kancelarii… Gdyby nie zdążyła, moje mieszkanie należałoby dziś do kogoś innego.

Dziś Dagmara Solecka wciąż walczy o swoje prawa i pieniądze, które bank pobrał od niej nieprawnie. Kancelaria Pledziewicz znalazła w umowie kredytowej Dagmary Soleckiej zapisy, które były niezgodne z prawem. Rozpoczęła się batalia o całkowite obalenie umowy.

– Mieliśmy tu do czynienia z klasycznym kredytem frankowym na cele mieszkaniowe, w którym występują klauzule uznane za niedozwolone. Dziś już mamy utartą linię orzeczniczą, zgodnie z którą takie umowy są nieważne. Dlatego też w tej sprawie najtrudniejsze było przywrócenie klientce faktycznej możliwości sądowej obrony i niedopuszczenie do licytacji nieruchomości.

Dagmara Solecka nie ma wątpliwości, że momentem zwrotnym w jej walce z bankiem było zatrudnienie specjalistycznej kancelarii prawnej.

– To było jedyne wyjście. Bez wsparcia byłabym dziś z niczym – stwierdza.

PS. Na prośbę poszkodowanej personalia głównej bohaterki zostały zmienione

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.