To ostatni żyjący świadek masowego pochówku na cmentarzu w Gutowie. Zbliża się ekshumacja

Box1 Wiadomości
Kazimierz Sądej w lipcu skończy 86 lat./fot. Łukasz Piecyk

Miał 10 lat, kiedy widział, jak na cmentarzu ewangelickim w Gutowie w zbiorowej mogile pochowano ciała niemieckich żołnierzy i cywilów. Wspominając wojnę, mówi, że do tych czasów lepiej nie wracać. Choć to właśnie dzięki jego pamięci możliwa będzie ekshumacja pochowanych 76 lat temu na gutowskim cmentarzu.

– Nie pamiętam – odpowiada pytany o swoje prawdziwe nazwisko. Kazimierzem Sądejem został, kiedy adoptowała go polska rodzina. Pochodzi stąd, z Gutowa. Urodził się w lipcu 1935 r., a jego prawdziwa rodzina pochodziła z Niemiec. Po niej nie został już żaden ślad.

REKLAMA

– Nie ma już nikogo. Na 100 proc. Gdyby żyli, to może sami by mnie szukali. Ale mnie nikt nie szukał – wspomina.

Jego matka zginęła wiosną 1945 r., już po wycofaniu się Niemców z tego terenu. Wiadomo, że stało się to na toruńskim lotnisku. Jedna z wersji mówi o bombardowaniu. Kazimierz Sądej twierdzi inaczej.

– Miejscowa władza zaczęła organizować ludzi do roboty. Spędziła ich na lotnisko. Tam czekali. Wtedy lądował samolot. Prosto w nich – mówi. – Podobno pochowali ich w Ostaszewie. Miała tam być zbiorowa mogiła. Pojechałem tam kiedyś, ale nic nie znalazłem. Nikt nic nie wiedział.

Czasy wojny pamięta dobrze. Wcześniej na tym terenie Polacy i Niemcy żyli w zgodzie. Wszystko zmieniło się 1 września.

– Jak Hitler przemawiał w radiu, to jak do Boga lecieli. A on ich prowadził donikąd. Ludzie tak nieświadomi – kręci głową. – W Europie już 70 lat wojny nie ma. Lepiej do tych czasów nie wracać. Ludzie teraz są mądrzejsi.

Po wojnie Kazimierz Sądej został adoptowany przez sąsiadów. Polaków. Miał 10 lat. Pracował na gospodarstwie, a kiedy dorósł, pracował z leśnikami jako kierowca. Wciąż żyło w nim wspomnienie, które po 76 latach ma się przyczynić do ekshumacji zbiorowej mogiły na cmentarzu ewangelickim w Gutowie. 

– Niemcy uciekali z Torunia, Sowieci ich okrążyli. Udało im się przerwać zamknięcie i drogą przez Gutowo chcieli się dostać do Chełmna, żeby przejść przez Wisłę. Był luty, a zima była sroga. Robiło się już ciepło i śnieg wtedy mocno tajał. A oni saniami, pieszo. Od rana do wieczora – wspomina tamte wydarzenia. – Po południu zatrzymali się koło naszej szkoły na odpoczynek. Wódki i papierosów było do oporu. Cywile też przy nich się trochę uraczyli. Baby popiły i zabrały się z nimi. Na drugi dzień przywieźli ich z powrotem. Na cmentarz.

W mogile złożono głównie cywili. Żołnierze byli dwaj. Kazimierz Sądej niektórych znał z widzenia. Mówi, że pod ziemią może spoczywać nawet kilkanaście osób.

– Kobiety i mężczyźni. Było też jedno dziecko, ale czy pochowane z nimi – nie wiem. Żołnierzy jest przynajmniej dwóch, to dobrze pamiętam. Jeden miał dziurę w głowie, drugi był popalony. Widziałem, jak zwozili zmarłych. Pochowali ich cywile, miejscowi. Żołnierzy już tu nie było – opowiada Kazimierz Sądej. 

Pracownia Badań Historycznych i Archeologicznych Pomost przymierza się do przeprowadzenia ekshumacji mogiły z gutowskiego cmentarza. Ma ona nastąpić już niedługo. Wtedy poznamy więcej szczegółów na temat spoczywających tam osób. Dzięki Kazimierzowi Sądejowi udało się ustalić miejsce pochówku. Wiadomo też, że są tam głównie niemieccy cywile. Prace ekshumacyjne mogą przyczynić się do ustalenia ich tożsamości, dzięki czemu będzie można odnaleźć ich rodziny. Po 76 latach.

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *