Tajemnica scytyjskiej uprzęży. Jak doszło do odkrycia skarbu w Cierpicach?

Box1 Wiadomości Wielka Nieszawka
Fot. nadesłane

Od czasów antycznych Scytowie i ich zwyczaje rozpalali wyobraźnię poetów, pisarzy i historyków. Bohumił Hrabal napisał o nich: „Witali narodziny płaczem, a śmierć śmiechem”. Nieustraszeni wojownicy (a w niektórych plemionach i wojowniczki) znad Morza Czarnego na tereny obecnej Polski mieli dotrzeć w VI wieku p.n.e. 

Jak doszło do odkrycia? Stowarzyszenie z Małej Nieszawki o słowiańskiej nazwie Weles uzyskało zezwolenie z Nadleśnictwa Cierpiszewo i WKZ na przeszukanie leśnych terenów w Cierpicach. Działają nie tylko na terenie naszego województwa, zgromadzili kilkadziesiąt zainteresowanych tematem osób. Inicjatorem powstania grupy jest Arkadiusz Wyrzykowski z Małej Nieszawki.

REKLAMA

Historią, tworzeniem wystaw, zajmowaliśmy się już od lat. Gdy zmieniło się prawo, postanowiłem, że czas się zorganizować formalnie – wspomina przedstawiciel grupy Weles. – Przede wszystkim dlatego, żeby robić wszystko legalnie, poza tym w większym zakresie, zrzeszając więcej osób działających zgodnie ze wspólnymi zasadami. Do Grupy Historyczno-Eksploracyjnej Weles należą ludzie mieszkający od Mazur po Kruszwicę, aczkolwiek większość mieszka w okolicach Torunia. Naszym członkiem jest również wójt Wielkiej Nieszawki Krzysztof Czarnecki. 

Oprócz poszukiwań, Weles pracuje z uczniami ze szkół w ramach żywych lekcji historii, przygotowuje wystawy, kolekcjonuje również eksponaty związane z opozycją demokratyczną w okresie PRL oraz inne dokumenty. W swoich zbiorach mają m.in. oryginalną notatkę ze Stoczni Gdańskiej czy słynny plakat Solidarności – „W samo południe” z Garym Cooperem. 

Mój pierwszy dyplom ukończenia studiów to była historia i archiwistyka komputerowa, pracę magisterską pisałem z pogranicza architektury i archeologii. W naszych działaniach archeologia, sam proces wydobywania przedmiotów jest na samym końcu – tłumaczy Wyrzykowski. – Wcześniej szukamy informacji w dokumentach, archiwach, książkach. Studiujemy historię miejsca, mapy, sprawdzamy przebieg działań wojennych, szlaki handlowe, brody. Tak naprawdę, wydobycie w większości oddajemy archeologom.

Arkadiusz Kurij z grupy Weles, znalazca skarbu, pomimo tego, że został nieco w tyle za grupą powracającą już do obozu, zatrzymał się po pierwszym nietypowym, tzw. „głębokim” sygnale i wykonał pierwszy wykop. Po ściągnięciu wierzchniej warstwy gruntu, w której zazwyczaj odnajdywane są artefakty, użył ręcznego wykrywacza metali, zwanego w środowisku „marchewką” – od pomarańczowego koloru obudowy. Ziemia nadal dawała sygnał. Po chwili w dłoni trzymał pierwsze tuleje uprzęży. Od tego momentu ruszyła machina administracyjna, a członkowie stowarzyszenia zabezpieczyli teren i stali się strażnikami tego miejsca. Informację o podjęciu skarbu przez archeologów z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Toruniu podano 9 października.

To pierwsze tego typu znalezisko na obszarze Środkowo-Wschodniej Europy – informował Wojciech Sosnowski z WUOZ w Toruniu. – Znalezisko obejmuje m.in. trójotworowe pobocznice, ornamentowe tarczki (falery) oraz liczne rurkowate, pierścieniowate części uprzęży. Zachowane artefakty wskazują na to, że końskie ogłowie było bardzo ozdobne. Depozyt pierwotnie zawinięty był w liście, ukryty w skórzanym worku i złożony w ziemi.

„My, Scytowie nie mamy ani miast, ani uprawnej ziemi, żeby zbyt spieszno nam było wdawać się z wami w walkę, w obawie, że miasta nam zajmiecie, a pola spustoszycie” – pisał Herodot. Nie miał tak do końca racji – w końcu część z nich osiadła i zbudowała własne grody. Najdalej wysuniętym na północ miał być odkryty niedawno przez archeologów z Uniwersytetu Rzeszowskiego Chotyniec koło Jarosławia. Najczęściej o ich obecności świadczą charakterystyczne strzały, które pozostały po ich najazdach. Scytowie byli niezwykle sprawnymi jeźdźcami. Na końskim grzbiecie spędzali większość swojego życia, a uprzęże i siodła bogato zdobili. Dlatego właśnie znalezisko z Cierpic jest tak ciekawe. Pokazuje, że przybysze znad ciepłego Morza Czarnego dotarli do bardzo zimnych i wilgotnych wówczas terenów Polski. Dlaczego cenną uprząż zakopano? 

Być może skarb z Cierpic jest śladem dramatycznych zdarzeń, do jakich mogło dochodzić pomiędzy ludnością lokalną a kulturowo obcymi, konnymi przybyszami z dalekich stron – podkreślał prof. Jacek Gackowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Czy metal zdeponowano po to, by go przetopić? Czy był to ślad po samotnej wędrówce rannego wojownika? Może cenną uprząż ukryto, by bezpiecznie przekroczyć Wisłę? Tego się nie dowiemy, ale znalezisko z pewnością zostanie dokładnie zbadane. Powołano interdyscyplinarny zespół badaczy, który przeanalizuje wszystko – od składu metalu po DNA pyłków roślinnych sprzed wieków, zatem zapewne jeszcze o niej usłyszymy.

Tagged
Anna Zglińska
Historyczka, technik informatyk, okazjonalnie archiwistka. Zaczynała od pisania po ławkach w szkole, prowadzenia bloga, potem w "Nowościach", dziś w "Poza Toruń" i "Tylko Toruń". Ukradkiem zbiera materiały do książki... kucharskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *