Rodzinne gospodarstwa rolne. Czy znikną z mapy Polski?

Box1 Wiadomości
fot. Łukasz Piecyk

Prowadzone od pokoleń rodzinne gospodarstwa rolnicze pełnią ważną rolę w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego. Od lat zauważalny jest jednak spadek ich liczby i odejście od prowadzenia działalności opartej o więzy na rzecz dużych koncernów. Jakie są ich szanse na przetrwanie i dlaczego powinno się je wspierać?

Problem rodzinnych gospodarstw rolnych jest w dzisiejszych czasach o tyle istotny, że stanowią one podstawę suwerenności żywnościowej państw. Obserwowana od lat tendencja spadkowa w tym obszarze może mieć kluczowe znaczenie w sytuacjach kryzysowych. 

REKLAMA

Trzeba zauważyć, że zjawisko wielopokoleniowości w rodzinach znika. Typowo rodzinne gospodarstwa rolne, gdzie funkcjonują chociaż dwa pokolenia, są obecne, ale z dekady na dekadę jest ich coraz mniej – uważa dr hab. Wojciech Knieć z Zakładu Socjologii Obszarów Rustykalnych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Koronawirus pokazuje nam, jak łatwo w ciągu paru tygodni stracić grunt pod nogami, kiedy globalna gospodarka dostaje czkawki. Wtedy suwerenne rolnictwo oparte o gospodarstwa rodzinne jest fundamentem zniwelowania skutków jakiegokolwiek kryzysu. 

Rola tego typu przedsiębiorstw rolnych nie podlega więc dyskusji, jednak muszą one zmagać się z problemami, nie tylko tymi napotkanymi w polu, związanymi ze zmianami klimatycznymi czy suszą. Dużym problemem jest także biurokracja, która dla rodzin rolniczych oznacza spędzanie czasu za biurkiem zamiast przy uprawach. 

Co rolnik robi w zimie? Rolnik siedzi i wypełnia papiery – mówi półżartem Bartosz Wiśniewski, którego rodzina od czterech pokoleń prowadzi gospodarstwo w Papowie Biskupim. – Na wypełnienie całej dokumentacji na 1 ha trzeba rocznie poświęcić średnio godzinę. Stajemy się biurokratami, a nie rolnikami.

Problemem ma tu być nie tylko ilość dokumentów, które trzeba wypełnić, ale także narzucane odgórnie przepisy, które utrudniają prowadzenie gospodarstwa, chociażby w kontekście niesprawiedliwego traktowania rodzimych producentów w stosunku do tych spoza Unii Europejskiej. 

Narzuca się na nas ograniczenia, jeśli chodzi o stosowanie chemii. Tymczasem uprawy spoza Unii Europejskiej, które wchodzą na polski rynek, nie podlegają takim samym przepisom. Mają jakieś certyfikaty, są przepuszczane przez granicę, ale nas traktuje się zdecydowanie ostrzej. Musimy, jako polscy producenci, spełniać bardziej wymagające kryteria i jest to problem, bo nie traktuje się nas równo – twierdzi Michał Dams, rolnik z Folgowa w gminie Papowo Biskupie, który swoje gospodarstwo prowadzi już od trzech pokoleń. 

Szkodzi nam niezrozumiały import dużych ilości produktów z Ukrainy, które nie mają określonych norm jakościowych. Jest powiedziane, że one muszą je spełniać, ale tak naprawdę my mamy dużo mocniejsze wymogi, nie mamy dopuszczonych tylu substancji chemicznych – dodaje Bartosz Wiśniewski. 

Koszty produkcji żywności w Polsce są więc wyższe, a brak opłacalności nierzadko wpływa na wyprowadzanie się młodych ludzi ze wsi.

Dzieci z rodzin rolniczych opuszczają gospodarstwa, bo nie opłaca im się ich prowadzenie. W okolicy już to widać, młodzież wyjeżdża do miast i nie chce pracować na polu – zauważa Michał Dams.

Współczesny świat oferuje młodym ludziom inne atrakcje, inne style życia, część z nich je wybiera i trudno się temu dziwić i ten proces powstrzymywać, w sytuacji, kiedy z rolnictwa w gospodarstwie rodzinnym o wielkości 15 ha trudno jest wyżyć. To trudna praca za niewielką płacę – przekonuje dr hab. Wojciech Knieć. 

Na rodzinne gospodarstwa rolne czeka więc dużo wyzwań. O ich przetrwaniu zdecydować może m.in. to, czy na sklepowej półce sięgniemy po żywność rodzimej produkcji. Mimo spadkowej tendencji w liczbie wielopokoleniowych gospodarstw ich rola nadal pozostaje kluczowa w kontekście globalnej gospodarki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *