Robert Górski: „Czasem udaje mi się napisać lub wykonać coś śmiesznego” [WYWIAD]

Box1 Kultura
fot. A. Świetlik

Z komikiem, scenarzystą, pisarzem, aktorem i prezenterem telewizyjnym kojarzonym przede wszystkim z występami kabaretowymi, a także gościem tegorocznego Toruńskiego Festiwalu Książki – Robertem Górskim rozmawiał Michał Zieliński.

Czy spotyka się Pan z sytuacjami, że ludzie tak mocno kojarzą Pana z kabaretem, że uśmiechają się nawet jeśli mówi Pan na poważnie?

REKLAMA

Oczywiście. Wielokrotnie. Często ludzie wybuchają śmiechem, a później mnie przepraszają, że tak zareagowali. Zdarzało się nawet, że urzędnik tak reagował. Starał się zachować powagę, ale widać było, że pod nosem się śmiał. Potem powiedział, że przypomniał sobie jakiś mój występ i nie mógł się powstrzymać. Kiedyś mieliśmy sytuację, że kolega miał krwotok z nosa i pojechaliśmy z nim do szpitala. Ja siedziałem na miejscu pasażera i otworzyłem szybę, by poprosić strażnika o otworzenie szlabanu. On jak mnie zobaczył, to nie mógł się uspokoić i musiał się wyśmiać. Zaczął mi opowiadać, gdzie mnie widział, ale w końcu pokazałem mu krwawiącego kolegę i otworzył. Taka strona popularności jest jednak bardzo przyjemna i wcale mi ona nie przeszkadza. 

Jeden z użytkowników portalu Filmweb porównał Pana i polskie kabarety do bramkarza w reprezentacji Polski w piłce nożnej – choć reszta gra słabo, to Pan występuje na wysokim poziomie. Jak się Pan do tego odniesie?

Najróżniejsze komentarze już czytałem o sobie, nie tylko pochlebne, choć to na nich staram się skupiać. Oczywiście przyjmuję także krytykę. Dobrze mieć fajnego bramkarza za plecami, bo wiadomo, że jak stracimy piłkę, to jeszcze on może nas uratować.  Nie wiem jednak, czy to stwierdzenie nie jest na wyrost. Staram się robić jak najlepiej to, co robię od wielu lat. Czasem udaje mi się napisać lub wykonać coś śmiesznego. Ciągle mam nadzieję, że te najśmieszniejsze rzeczy wciąż jeszcze przede mną, że jeszcze wystarczy mi pary i pomysłów.

Komik, scenarzysta, pisarz, aktor, prezenter telewizyjny – w której z tych specjalności obecnie czuje się Pan najlepiej? Czy z biegiem czasu zachodziły zmiany na tej płaszczyźnie?

Zostałem kim innym, niż chciałem. Chciałem być poetą i powieściopisarzem. Ciekawi mnie wiele rzeczy. Aktualnie zastał mnie pan w sytuacji, kiedy jestem scenarzystą i aktorem, ponieważ występuję w serialu, który napisałem z kolegą. Gram jedną z dwóch głównych ról. Karierę artysty kabaretowego musiałem zawiesić na kołku z powodu koronawirusa i tego, że nie ma imprez masowych. W najbliższym czasie będę występował właśnie w tych dwóch rolach. W przyszłości chciałbym dołożyć do tego rolę scenarzysty filmowego, ale zobaczymy, czy to się uda.

Powinniśmy przypuszczać, że będą to filmy komediowe?

Tak. Nie umiem innych rzeczy pisać, a właściwie uważam, że tylko takie mają sens. Choć nie, przepraszam, moja żona jest scenarzystką i ona akurat pisze wyłącznie poważne historie, takie osadzone w surowej polskiej rzeczywistości i błocie pośniegowym. I one też mają sens. Tylko ja takich nie umiem pisać, więc chyba z tego powodu je trochę deprecjonuję.

Kiedyś wspomniał Pan, że w dzieciństwie był cichy, skromny i spokojny – kiedy postanowił Pan to zmienić i stać się osobą rozśmieszającą swym dowcipem tłumy?

Wtedy, gdy stwierdziłem, że bycie spokojnym i nieśmiałym to słaby przepis na życie i lepiej być w centrum uwagi. Potem się okazało, że można na tym nie tylko zyskać sympatię znajomych, ale także zarobić. Poszedłem więc w to wszystko bez reszty. Patrzyłem też na swojego tatę, który na imprezach rozbawiał ludzi i fantastyczne było dla mnie to, że jeden człowiek coś mówi, a tłum ludzi się z tego śmieje. Stwierdziłem, że ja też bym tam chciał.

Jak koronawirus wpływa na Pana twórczość? Ma Pan więcej czasu na tworzenie scenariuszy, czy raczej się Pan rozleniwia?

Na pewno mam więcej czasu dla swojej rodziny i bardzo mi się to podoba, bo mam małą córeczkę i mogę patrzeć z bliska na to, jak ona zaczyna chodzić, mówić. To, że nie mogę występować, nie oznacza, że nie mogę pisać. A nawet muszę, bo bardzo to lubię. Zrobiliśmy też nawet z żoną serial internetowy „Państwo z kartonu”. Zagraliśmy tam we dwoje, kręcąc siebie telefonami komórkowymi. Jest to do obejrzenia w internecie. Napisałem nowy program kabaretu, napisałem serial, który właśnie kręcimy i napisałem sobie zarys musicalu, który chciałbym w przyszłości wystawić. Myślę więc, że tego czasu nie zmarnowałem. Oddech od występów kabaretowych bardzo mi się przydał, chociaż trwa już za długo.

Skąd pomysł na serial nagrywany telefonem?

Siedzieliśmy sobie z żoną i córką w domu na Mazurach. Córeczką, bo to jest mała córka. Pomyślałem sobie, że jest taka piękna pogoda, świeci słońce, a moja żona choć jest dziennikarką i scenarzystką, ma na koncie kilka telewizyjnych epizodów aktorskich, poza tym przez lata grała w teatrze dziecięcym. No i jest piękna. Mnie też niczego oprócz włosów nie brakuje, więc pomyślałem sobie: dlaczego tego nie wykorzystać? Mamy dużo czasu i energii, więc, zamiast skupiać się na jedzeniu, skupmy się na tworzeniu.

Na spotkaniu w Dworze Artusa wspomniał Pan, że od dawna planuje Pan napisanie kolejnej książki. Poda Pan datę, kiedy możemy się jej spodziewać?

Ciągle wypada mi coś pilniejszego. Myślę sobie, że książkę będę pisał w przerwach między tymi ważniejszymi rzeczami, ale te przerwy też mam w jakiś sposób zagospodarowane. Ciągle myślę jak to zrobić. Trzeba by gdzieś wyjechać i usiąść do tej książki na porządnie. Za rok będę miał 50 lat, więc byłby to wspaniały prezent, ale wątpię, że do tego momentu zdążę. Zdaje mi się, że to będzie tak wspaniała książka, że nie trzeba się z tym śpieszyć. Ale powiedzmy, że za rok. Jak z panem to ustalę, to będę się tego trzymał.

A o czym ona będzie?

Chciałbym napisać książkę, która nie będzie śmieszna, więc pewnie nikt jej nie kupi. Jest to rzecz, która chodzi za mną właściwie przez całe życie. By zrobić coś na granicy prozy i poezji. Coś takiego chodzi mi po głowie. Zobaczymy, czy to się uda.

Życie prześcignęło w 2020 kabaret? Czy może jednak nie ma się z czego śmiać?

Wszystko jest takie niejednorodne: i śmieszne i smutne, i straszne. Dobry kabaret też powinien być taki. W kabarecie i w życiu najfajniejsze jest zaskoczenie. Oby było przyjemne. Chyba wszyscy się cieszymy, że ten rok się wreszcie skończy. Oby przyszły był lepszy. Temu między innymi będzie służył mój serial, który pojawi się w wiosennej ramówce Polsatu.

Wywiad przeprowadzony dzięki uprzejmości Centrum Kultury Dwór Artusa.

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *