Od sadzonki po kwietny obraz [WYWIAD]

Box1 Wiadomości
fot. Łukasz Piecyk

O chełmińskim sposobie na ukwiecone miasto rozmawiamy z Bogumiłą Szymańską z Wydziału Gospodarki Miejskiej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Chełmna.

Chełmno wśród przybyszy doceniane jest za tereny zieleni, w tym kwietne dywany czy przydrożne róże. Z tego, co wiemy, miasto nadal samodzielnie pielęgnuje zieleń, nie posiłkuje się firmami zewnętrznymi. Większość miast zrezygnowała z takiej formy.

REKLAMA

Ale część samorządów powraca już do tego systemu. Wszyscy pracownicy są zatrudnieni w Urzędzie Miasta Chełmna w Wydziale Gospodarki Miejskiej i Ochrony Środowiska, w zespole do spraw zieleni. Mamy 17 stałych pracowników podzielonych na dwie brygady. Jedna zajmuje się pracą w mieście, druga zajmuje się produkcją roślin ozdobnych. 

To wydaje się niemożliwe w dzisiejszych czasach.

Tak, sami produkujemy, w zależności od roku i potrzeb, od 60 do 80 tys. kwiatów rabatowych. Produkujemy kwiaty jednoroczne, jednak zdarzały się i lata, gdy szkółkowaliśmy nawet krzewy ozdobne. Mamy szklarnie i inspekty o powierzchni około 0,2 ha. Wysadzamy je w mieście na kwietnikach, projektowanych od lat przez Czesławę Strzelecką, która była kierownikiem zieleni przez wiele lat. Będąc już na emeryturze, tworzy dla nas projekty kwietników dywanowych. Nie są to dywany w stylu ciechocińskim, to raczej obrazy kwiatowe. Co roku jest na nich inny wzór.

Jaki jest koszt takiego klombu kwiatowego? W Toruniu usłyszeliśmy, że jeden kwiatowy dywan to minimum 100 tys. zł, gdy realizuje go zewnętrzna firma.

Nie, na pewno taki klomb nas tyle nie kosztuje, aczkolwiek w naszym modelu trudno to policzyć. Łatwiej przełożyć to na etaty. Produkcją sadzonek zajmują się 4 osoby, w sezonie wspomagane 2-3 osobami do pomocy. Koszty, jakie ponosimy, to utrzymanie szklarni i pracowników, którzy również sadzą wyprodukowane przez siebie rośliny.

Jakimi terenami zieleni się zajmujecie?

To są parki miejskie, place zabaw, ale również tereny położone na skarpach. Chełmno jest położone na wzgórzach, w związku z tym mamy tu dużo roślinności ochronnej, stabilizującej. Posiadamy też bardzo dużo, jak na miasto, zieleni przyulicznej. Tam, gdzie nie możemy posadzić nic bezpośrednio w gruncie, staramy się wymyślać takie formy zieleni, żeby dać jej trochę ludziom. Mamy kwietniki koszowe, ale również w tym roku w wyniku konsultacji społecznych, zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców, przy ul. Grudziądzkiej pojawiły się drzewa w donicach – jabłonie japońskie. Jest to nowy gatunek na naszym terenie. Planowaliśmy wiśnie japońskie, niestety, cieszą się tak dużą popularnością, że w tym roku drzewka o tych wymiarach były dla nas nieosiągalne. Mam nadzieję, że te się sprawdzą. 

Jak rozumiem, zieleń przydrożna to również wasze zadanie?

Tak, dzięki temu, że większość ulic w mieście stanowią już drogi gminne, mamy praktycznie wszystkie w jednym wydziale, co ułatwia zarządzanie. Kilka lat temu zakupiliśmy róże okrywowe odmian własnych Boot i Hortorus. Radzą sobie bardzo dobrze w warunkach miejskich, przy dużym zasoleniu. Rosną już czwarty sezon przy Alei 3 Maja i są praktycznie bezobsługowe. 

Czy w ogóle nie korzystacie z firm zewnętrznych?

Wspomagamy się nimi w specjalistycznych zadaniach. Niestety ostatnie wiosny powodują, że dużo drzew zaczyna usychać. Jest to skutek wieloletniej suszy. Nie jesteśmy w stanie również, ze względu na trudne warunki terenowe, zajmować się pielęgnacją drzew, szczególnie metodą linową. Tu także posiłkujemy się firmami zewnętrznymi.

Tagged
Anna Zglińska
Historyczka, technik informatyk, okazjonalnie archiwistka. Zaczynała od pisania po ławkach w szkole, prowadzenia bloga, potem w "Nowościach", dziś w "Poza Toruń" i "Tylko Toruń". Ukradkiem zbiera materiały do książki... kucharskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *