Epidemia uderza w kieszenie lokalnych przedsiębiorców. Wielu z nich może nie przetrwać

Box1 Wiadomości
fot. Łukasz Piecyk

Zagrożenie koronawirusem dla firm działających w branżach, które opierają się na bezpośrednich kontaktach człowieka z człowiekiem, oznacza całkowite odcięcie od dochodów. Wiele z nich, mimo zapowiadanego przez władze wsparcia, może zwyczajnie nie przetrwać tego trudnego okresu, zostawiając pracowników bez środków do życia. Czy czeka nas kryzys bezrobocia?

Koronawirus stał się utrapieniem nie tylko dla służby zdrowia, ale też dla przedsiębiorców, a co za tym idzie – dla pracowników. Znaczne ograniczenie działalności instytucji, ale i firm serwujących usługi w zakresie gastronomii czy hotelarstwa, ale też transportu i innych usług może znacząco wpłynąć na sytuację na rynku pracy. Przedsiębiorcy z niepewnością patrzą w przyszłość, która w tym wypadku jest wyjątkowo trudna do przewidzenia. Bo nikt nie wie, jak długo jeszcze koronawirus stanowił będzie realne zagrożenie. Niemal pewne jest, że problemy prowadzących własne biznesy nie skończą się wraz z końcem obowiązującego od 20 marca stanu epidemii.

REKLAMA

Sytuacja jest dramatyczna, jeśli chodzi o sektor przewozu osób, turystykę czy branżę hotelową i restauratorską – mówi Andrzej Krankowski, właściciel firmy Transline w Brzozówce, zajmującej się przewozem osób. – Nie mamy praktycznie żadnych przychodów. Państwo powinno pomóc nam z ZUS-em i nie myślę tu o jego odroczeniu, ale o podarowaniu nam go. W tym momencie, nie mając żadnych przychodów, nie jesteśmy w stanie płacić składek.

Problemów jest jednak o wiele więcej.

Rząd nas wspomaga tym, że odracza płatności ZUS i prowadzi rozmowy z bankami, ale nie myśli o tym, że musimy płacić czynsz, rachunek telefoniczny, internetowy, a bez tego funkcjonować się nie da – przekonuje Agnieszka Tymińska z klubu Fit Balance w Lubiczu Górnym. – Wynajmujemy pomieszczenie w galerii handlowej, gdzie czynsze nie należą do najtańszych. Jeżeli firma nie zarabia, to nie stać mnie na to, żeby ten czynsz zapłacić, a co za tym idzie, mogę otrzymać wypowiedzenie umowy i nie utrzymam się na rynku.

Koszt prowadzenia interesu jest duży, a wpływów właściwie brak. Ten zastój odczują również pracownicy.

Większość pracowników jest na bezpłatnych urlopach. Do 30 dni są ubezpieczeni, później będziemy myśleć co dalej. Państwo obiecuje, że będzie nam pomagało, że dołoży się do ich wypłat. Jeżeli tak będzie i realnie do tego czasu będzie wiadomo, że przekażą nam te środki, to pracowników zatrzymamy. Jeżeli nie, to nie będziemy w stanie tego zrobić, bo nie będzie nas stać na wypłatę choćby najniższych wynagrodzeń – podkreśla Andrzej Krankowski.

Pracownicy rozumieją tę sytuację, ale i tak muszę im zapłacić wynagrodzenia. Jeżeli wpływy do firmy się zatrzymały, to automatycznie nie mam pełnych kwot na wypłacenie wynagrodzeń – dodaje Agnieszka Tymińska. 

Wielu przedsiębiorców w ciągu pierwszego tygodnia od rządowej decyzji o pozamykaniu lokali zmuszonych było pożegnać pracowników, którzy byli zatrudnieni na umowach o dzieło lub zlecenie. Więcej szczęścia mają ci, którzy posiadają stałe umowy o pracę. Generują oni jednak koszty, z którymi właściciele firm mogą sobie w końcu nie poradzić.

Mam znajomych, prowadzących działalność gospodarczą, którzy musieli już pozwalniać pracowników, bo nie radzili sobie finansowo – mówi Agnieszka Tymińska. – Bardzo dużo ludzi pracuje na umowę zlecenie. Tacy ludzie tracą pracę z dnia na dzień. 

Obecna sytuacja odbija się także na większych firmach, choć te z reguły posiadają większe zabezpieczenie finansowe. Centrum Sportu i Rekreacji Olender w gminie Wielka Nieszawka, choć nieczynne, wykorzystuje ten czas na przygotowanie się do powrotu do normalności. Pracownicy prowadzą drobne prace remontowe, które mają przygotować budynek na powrót do normalności.

Od 13 marca, kiedy ogłoszono stan epidemiczny, mamy zamknięty obiekt i jesteśmy pozbawieni przychodu – twierdzi Piotr Ratke, prezes zarządu Centrum Sportu i Rekreacji Olender. – Pracownicy, którzy przychodzą, wykonują prace remontowe i dorywcze. Robimy wszystko, by po tej całej sytuacji wyjść do klienta jak najlepiej przygotowanymi i żeby budynek wyglądał jak świeżo po otwarciu. Koszty związane z utrzymaniem tego obiektu, nawet w stanie spoczynku, są jednak wysokie. Wszyscy czekamy na to, co firmom zaproponuje rząd. Na tę chwilę mamy tylko zapowiedzi.

Sytuacja finansowa zmusiła jednak CSiR Olender do zredukowania liczby aktywnych pracowników.

Osoby, które zatrudniamy na umowę zlecenia, niestety nie generują przychodów dla siebie i dla spółki. Aby zachować ciągłość jej funkcjonowania, te osoby są na razie w zawieszeniu – wyjaśnia Piotr Ratke.

Niepewność i duże koszty ponoszone przez przedsiębiorców mogą okazać się dla wielu z nich gwoździem do trumny, co przełożyć się może bezpośrednio na trudną sytuację na rynku pracy. Przedsiębiorcy zgodnie oceniają, że wiele zależeć może od decyzji podejmowanych przez rząd.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *