Czy zdrowa żywność musi być droga? Lokalni producenci przekonują, że nie

Box1 Wiadomości
Fot. Łukasz Piecyk

Do niedawna zdrowa żywność kojarzyła się ze sporymi wydatkami w dużych sklepach o egzotycznych nazwach. Od kilku lat rolnicy i producenci żywności dostali zielone światło na sprzedaż bezpośrednią. Najpierw produktów nieprzetworzonych, a teraz również przetworów wytwarzanych tradycyjnie. A bez pośredników – jest taniej. 

Od 1 stycznia 2019 r. weszły w życie przepisy zwiększające możliwości sprzedaży bezpośredniej przez rolników produktów przez nich wytwarzanych w gospodarstwach rolnych nie tylko indywidualnym klientom, ale również sklepom. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi poszło za ciosem sukcesu poprzednio obowiązujących przepisów, a od połowy lutego 2020 r. sprzedaż bezpośrednia objęła również produkty mięsne. Co to oznacza? Dziś „od rolnika” można kupić już niemal wszystko: od kalarepy i ziemniaków po jajka, ser i kiełbasę, nie będąc zdanym na duże koncerny i idące za nimi sztuczne dodatki, opryski oraz drenaż kieszeni. 

REKLAMA

Jedną z pierwszych „jaskółek” zmian w tym zakresie był toruński warzywniak Sadowskich mieszczący się przy ul. Sucharskiego. Właściciele mając możliwość zaopatrywania sklepu bezpośrednio u rolników z rodzinnego gospodarstwa w Bierzgłowie, stopniowo poszerzali ofertę o warzywne paczki dowożone na terenie miasta i kilku okolicznych miejscowości, a teraz również o soki tłoczone, powidła strzeleckie czy lisewskie sery.

– Pomysł na warzywniak z dowozem zrodził się z tego, że mamy możliwości, którymi nie każdy dysponuje – mówi Bartosz Sadowski. – Wiele lat mieszkaliśmy z żoną w mieście i byliśmy w tej luksusowej sytuacji, że mieliśmy dostęp do dobrych warzyw i owoców, a nasze mamy zasypywały nas przetworami. Okazało się, że większość mieszkańców miast nie ma możliwości dostępu do nieprzetworzonego jedzenia takiej jakości i w tym znaleźliśmy swoją lukę – żeby je dostarczać, ale też pouprawiać trochę ciekawych warzyw i owoców. Jesteśmy też w sieci Dziedzictwa Kulinarnego Kujaw i Pomorza i skupiamy ofertę innych jej członków. 

Ziemniaki od Sadowskich, produkowane w Bierzgłowie, są nawet tańsze niż te w sieciowych marketach. 1,20 zł za kilogram i uśmiech tego, kto przy nich się napracował, wydaje się być ceną bardzo korzystną. Co ciekawe, ich własna dynia Hokkaido jest o 49 gr tańsza niż na promocji w dyskontach. 

Sprzedaż dosłownie „Prosto z pola” prowadzą Anna i Marek Sobczakowie, którzy swoje warzywa produkują bez chemii, oprysków i orki w mikrogospodarstwie ogrodniczym pod Świętosławiem, a sprzedają na toruńskim targowisku przy Szosie Chełmińskiej. Owoce ich ciężkiej pracy są już znacząco droższe, ale nawet w szczycie sezonu kosztowały mniej niż te same produkty klasy bio w dyskontach. Kim są ich klienci?

– Przede wszystkim nie zastanawiamy się, czy nie dzielimy naszych klientów na grupy – deklarują Sobczakowie. – Wiemy o nich tyle, że są bardzo sympatyczni, bardzo miło się z nimi rozmawia. To, co łączy wszystkich, to fakt, że zwracają uwagę na to, żeby jeść zdrowo, szczególnie teraz. 

Podobne obserwacje mają Sadowscy, którzy podkreślają, że ich odbiorcy skupiają się na wysokiej jakości ze względów zdrowotnych. 

– Jest też grupa klientów kontuzjowanych w najróżniejszy sposób, którzy czasowo lub na stałe są unieruchomieni. Świadomość tego, że powinniśmy jeść nieprzetworzoną żywność i jaka jest szkodliwość oprysków, a w szczególności nędznej jakości mięsa – rośnie i z tego trzeba się cieszyć – mówi Bartosz Sadowski.

Nie wszyscy rolnicy i sadownicy korzystają z dobrodziejstw sklepów i targowisk. Mniejsi producenci, albo ci, dla których własne przetwory są tylko produkcją uboczną, decydują się na ogłoszenie przy posesji lub pocztą pantoflową, by oznajmić, że u nich można kupić jajka, ziemniaki czy miód. Jan Kasprowicz z Czernikowa ogłaszać się nie musi – od lata jego stali klienci czekają na to, by móc zapukać po woreczek soku tłoczonego z jabłek. Jest to tylko dodatkowa, niewielka gałąź produkcji, która jednak wystarcza na to, żeby zaopatrzyć w soki najbliższe miejscowości. 

Warto zaglądać na spis członków sieci Dziedzictwa Kulinarnego Kujaw i Pomorza lub na listę produktów tradycyjnych, gdzie znajdziemy takie ciekawostki, jak mięta pieprzowa unisławska (produkowana w gospodarstwie zielarskim Wróbel) czy powidła z Doliny Dolnej Wisły, tzw. strzeleckie. Warto również odwiedzać same gospodarstwa oraz te targowiska. Zwolennika oprysków i sypania azofoski bez umiaru bardzo łatwo rozpoznać w rozmowie. Klienci z kolei od razu polecą panią Zosię, która jedyna sprzedaje niemyte marchewki. Póki co, ministerstwo zapowiada, że wkrótce poznać lokalnego producenta będzie można jednym kliknięciem – za pomocą aplikacji. 

Tagged
Anna Zglińska
Historyczka, technik informatyk, okazjonalnie archiwistka. Zaczynała od pisania po ławkach w szkole, prowadzenia bloga, potem w "Nowościach", dziś w "Poza Toruń" i "Tylko Toruń". Ukradkiem zbiera materiały do książki... kucharskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *