Aniołek z Małej Nieszawki. Co wiemy o tragedii na przejeździe kolejowym?

Box1 Wiadomości Wielka Nieszawka
fot. Łukasz Piecyk

Przy malinowym chruśniaku, przez strumień, wąską drogą wprost do ciemnego, wielkiego lasu, w którym mieszka cała wataha wilków – idzie sama, podskakując na paluszkach. Wilków się nie boi, jest za duża. Ma już przecież dwanaście lat i w bajki dawno nie wierzy. Malin jednak nie zrywa w niedzielnym słońcu. Idzie na tory. Jest 10 października. Mała Nieszawka. Od zachodu nadjeżdża pospieszny z Piły.

* * *

REKLAMA

Chwilę później rodziny mieszkające przy ulicy Prostej w Małej Nieszawce usłyszały wołanie. Ktoś krzyczał, że kobieta na skuterze wpadła pod pociąg. Kilka minut później zawyły syreny straży pożarnej, karetki, przyjechała też policja. Było jasne – człowiek zginął na torach.

– Wiadomo, na torach trzeba uważać, każdy to wie od dziecka – mówią mieszkańcy ulicy Prostej. – Ale to nie jest źle zabezpieczony przejazd. Są szlabany, jest sygnalizacja. No i każdy, kto w okolicy mieszka, wie, że tędy pociągi wolno jeżdżą rzadko. Wystarczy spojrzeć. Dlatego gdy usłyszeliśmy, że to dziecko od nas… Nie da się takiej tragedii opisać…

Wyasfaltowana uliczka Prosta nie ma dziur, jej pobocze jest piaszczyste, domy wokół są nowe, byle kto tu nie mieszka. Jest też znana nie tylko sąsiadom dobra restauracja, wizytówka Małej Nieszawki, w której serwują drobno siekany tatar z pstrąga. Zabudowa kończy się tuż przed magistralą. Dwa tory biegną długim odcinkiem po równym jak stół nasypie. Doświadczony maszynista wie, że tu spodziewać się może najgorszego.

W Małej Nieszawce krąży plotka, że jest zapis z monitoringu pobliskiej posesji, na którym widać, jak 12-letnia Marta wchodzi na tory kilka chwil przed nadjeżdżającym pociągiem i przykuca, jakby chciała zawiązać but.

– Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest w dwóch kierunkach – mówi prokurator Izabela Oliver, p.o. Prokuratora Rejonowego Toruń Wschód. – Samobójstwa jak i nieszczęśliwego wypadku. Wbrew niektórym przekazom medialnym nie znaleziono przy ofierze listu pożegnalnego ani żadnego innego dowodu mającego świadczyć o pożegnalnych zamiarach.

W Nieszawce jednak długo o śmierci małej Marty cicho nie będzie. Na lokalnym forum internetowym emocje były tak wielkie, że dyskusję administratorzy byli zmuszeni usunąć.

– I bardzo słusznie postąpili. Niektórzy ludzie w obliczu takiej tragedii nie znają litości i wypisują straszne i głupie rzeczy – mówią i piszą mieszkańcy Małej Nieszawki. – Jak można zapominać, że to było czyjeś dziecko? Że ktoś je przez dwanaście lat kochał nad swoje życie? Trzeba nie mieć serca, żeby mówić takie rzeczy. Nawet jeśli coś wiesz, zamilcz. Tego życia nic już nie przywróci.

Na pogrzeb Marty przyszedł tłum. Każdy w nim niósł białe kwiaty, na wieńcach same białe szarfy. Nad mogiłą stanął biały krzyż. Cmentarz sąsiaduje przez płot ze szkołą podstawową, do której chodziła zmarła dwunastolatka.

– To była najlepsza uczennica w klasie, zawsze przygotowana, bardzo dobrze się uczyła tak jak jej starsza siostra – słyszymy od koleżanek Marty. – Śmiała się, normalnie ze wszystkimi rozmawiała. Nikomu do głowy nie przyszło, że może coś takiego się wydarzyć! Wprawdzie jakieś dwa tygodnie przed tą tragedią był wyjazd integracyjny do Torunia, a Marta nie wzięła w nim udziału. Nikt nie wiedział, dlaczego, a dyrektorka i nauczyciele nie robili z tego żadnego problemu. Dopiero potem zwróciliśmy na to uwagę.

W niektórych mediach pojawiła się informacja, że tuż po śmierci Marty szkoła zareagowała wdrożeniem specjalnego programu edukacyjno-wychowawczego.

– To nieprawda. Oczywiście, że w obliczu takiej tragedii szkoła musi zachować się szczególnie, ale nie można mówić, że nagle się obudziliśmy i próbujemy coś naprawić – mówi Teresa Juda, dyrektorka Szkoły Podstawowej w Małej Nieszawce. – Zarówno przed tą tragedią, jak i po niej, realizujemy zadania z zakresu pomocy psychologiczno-pedagogicznej. Mamy też kontakt z rodzicami, ale na temat mówić nie będę. Szanuję ich ból, który jest przecież niewyobrażalny.

Choć od sprawy minęło już pół miesiąca, o przyczynach tragedii w Nieszawce tylko się plotkuje. Prawdy nie zna nikt.

– I nikt nie pozna – kwituje sprawę wójt gminy Wielka Nieszawka, Krzysztof Czarnecki. – Znam doskonale tę rodzinę i wiem, jaką przeżywają tragedię. Bardzo proszę, żeby to uszanować.

Mimo to wciąż pojawiają się głosy, że Marta do samobójstwa została popchnięta. Ale nikt nie jest w stanie wskazać, kto miałby za tym stać. Rówieśnicy? Sytuacja rodzinna? W szkole nieoficjalnie mówi się, że policja zabezpieczyła telefony niektórych koleżanek Marty. Informacji tej prokurator Izabela Oliver nie potwierdza.

* * *

Dwa tygodnie po pogrzebie, zanim jeszcze kwiaty na grobie Marty zdążyły zwiędnąć, po cmentarzu kręcą się starsze panie. Grabią liście, wyrywają wyrastające przy mogiłach bliskich chwasty, którym rozrosnąć się nie pozwolą. Gdy groby są w idealnym porządku, wracają do domów, by umyć się, przebrać i pójść na codzienne nabożeństwo. Modlą się za duszę Marty, za jej rodziców i siostrę też.

– To takie skryte dziecko było, co ją widziałam, to miała na uszach słuchawki, coś tam słuchała z tego swojego komputerka – mówi jedna ze starszych pań na cmentarzu, która przedstawia się jako najbliższa krewna babci dziewczynki. – Teraz to dzieci takie samotne na tym świecie. Rozmawiają ze sobą przez te telefony, zamiast razem iść pobawić się pod lasem. A rodzice wiecznie zapracowani, bo chcą dla dzieci jak najlepiej. A dziś najlepiej to mieć pieniądz, ale dla niego trzeba pracować od rana do wieczora. Inaczej świat wyglądał, gdy ja wychowywałam swoje dzieciaki…

Krewna Marty mówi dużo o tym, że trzeba się modlić do Pana Boga. Że tylko w nim już jest nadzieja. Że powołał do siebie aniołka z Nieszawki i na pewno jest jej u Niego dobrze.

– Na pewno poszła do nieba – wznosi wzrok.

Nad cmentarzem wiszą ciemne chmury. Zaraz zacznie padać. Jest poniedziałek. Z daleka słychać gwizd pociągu. Nadjeżdża pospieszny z Piły.

PS Personalia dziewczynki zostały zmienione.

Tagged

1 thought on “Aniołek z Małej Nieszawki. Co wiemy o tragedii na przejeździe kolejowym?

  1. Pomijając fakt, że każda gazeta szuka sensacji i pewnie jeszcze długo będzie się pastwić nad tą tragedią, to naprawdę popełniliście niemałe faux pas wyborem zmienionego imienia… Dziennikarze od siedmiu boleści.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *