Wasz Sejm, nasz Senat

Felietony

Niektórzy komentatorzy – ja ich nazywam „politycznymi symetrystami” – próbują sprowadzić wybór na funkcję marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego, którego poparły siły opozycji, do formy odbicia po kilku chudych latach symbolicznego bastionu władzy. Senat jako izba wyższa parlamentu nie ma faktycznej mocy zablokowania procesu ustawodawczego. Jednak pełni politycznie rolę nominanta kilku ważnych państwowych funkcji poprzez np. wyrażanie zgody na powołanie przez Sejm: prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka. Co może być ważne w tej kadencji. Senat również podejmuje uchwały w sprawie przyjęcia lub odrzucenia sprawozdania: Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Trybunału Konstytucyjnego czy pierwszego prezesa Sądu Najwyższego.

REKLAMA

Sam fakt wymienionych możliwości działań tej izby, w połączeniu z przejęciem nad nią kontroli przez opozycję, przysparza obóz rządzący o dreszcze. Przyjdzie im się mierzyć z wyzwaniami większości senackiej – przedsmak tego widzieliśmy już w tym tygodniu, kiedy nowy marszałek zarządził ponowne wystawienie flag Unii Europejskiej w holu senackim.

REKLAMA

Ale wracając do głównego wątku. Czyli jak traktować „odbicie” Senatu z rąk PiS? Dla niektórych to może być łup polityczny, ale w takim razie co nim nie jest, patrząc szerzej na proces walki o władzę i jej zdobycie, a potem obsadzanie stanowisk i urzędów państwowych? Ta kwestia jest raczej bardziej subiektywna i plasująca się w sferze symboliki czy gestów. Jak powrót flag unijnych czy próba zaproszenia świeżo upieczonej noblistki Olgi Tokarczuk na pierwsze posiedzenie Senatu. To sprowadzenie do wyboru, czy nawet pytania, jaką Polskę wolimy. Dla mnie bliższa jest ta, w której język debaty nie jest upstrzony nienawiścią i wrogością do innych. Bliższa mi Polska niewstydząca się przynależności do Unii Europejskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *