„W Niemczech książka, która nie jest czytana przez 5 lat, jest z automatu wyrzucana. Ja nie mam serca wyrzucać książek”

Box2 Kultura Łubianka Region
fot.

Z Danutą Kwiatkowską, dyrektorką Biblioteki-Centrum Kultury w Łubiance rozmawia Robert Kamiński.

W zeszłym roku biblioteka została połączona w jeden organizm z centrum kultury. Zbiegło się to z generalnym remontem. Rozumiem, że remont był koniecznością. A jak było z tym połączeniem?

– Rzeczywiście budynek nadawał się do remontu generalnego, co do tego nie było wątpliwości. Natomiast sprawa połączenia obu instytucji była bardziej złożona. Obecnie w Polsce podobne placówki bronią się przed takim połączeniem. I trudno się dziwić, ponieważ na takiej symbiozie zwykle jedna z placówek traci. Jeśli dyrektorem zostaje kierownik ośrodka kultury, to może się okazać, że poszkodowana będzie biblioteka, i odwrotnie.

Czyli w Łubiance ucierpi kultura, ponieważ pani była kierowniczką biblioteki?

– Mogłoby się tak wydawać, skoro pracowałam przez 15 lat jako szefowa biblioteki. Oczywiście nie ukrywam, że jest to moje oczko w głowie i bardzo leży mi na sercu dalszy jej rozwój, jednak w istocie realizujemy bardzo konkretny plan pozyskiwania środków również na rozwój kultury.

Ale tak szczerze: jeśli będzie miała pani do wyboru przeznaczyć fundusze na zakup książek albo na jakieś wydarzenie kulturalne, to czy czasami słabość do książek zwycięży?

– Jako dyrektor nie mam takich preferencji. Mamy od lat stały algorytm zwiększania budżetu na zakup książek, ale i pilnie dbamy o kulturę. Rozwijamy się dwutorowo i żaden z tych obszarów, które wzajemnie się dopełniają, z pewnością nie będzie zaniedbany. To tylko kwestia odpowiedniego rozłożenia akcentów.

Czy w wyniku połączenia obu instytucji obowiązków przybyło?

– To na pewno. Ale przybyło też kadry i, co bardzo ważne, nikt nie został zwolniony. Już teraz mogę powiedzieć, że całość działa bardzo sprawnie.

Jak wygląda poziom czytelnictwa w gminie? Zewsząd słychać, że Polacy książek nie czytają. W Łubiance też?

– O, wręcz przeciwnie. W naszej gminie czytelnictwo rośnie systematycznie od 13 lat, czego rzeczywiście nie można powiedzieć o wielu innych gminach. Kiedy przejmowałam przed laty bibliotekę, to wypożyczenia były na poziomie ok. 3 tys. rocznie. W zeszłym roku zamknęliśmy się na poziomie 11 tys. a w tym z pewnością przekroczymy 12 tys.

Czyli czterokrotnie więcej za pani kadencji. Czuje się pani matką tego sukcesu?

– To efekt zaangażowania wszystkich pracowników, celowych działań oraz oczywiście dbałości gminy o to, by nasza biblioteka miała stały dostęp do nowości książkowych. Przeznaczane są na to spore środki, dzięki czemu stale poszerzamy nasz księgozbiór. Tę tendencję rozwojową  utrzymujemy na stałym poziomie. Jeśli chodzi o bibliotekę, to recepta na sukces jest prosta: mieć dobre książki. Można bowiem zrobić 10 spotkań autorskich, wydać na nie grube pieniądze, a czytelnictwa i tak to nie zwiększy.

Ile kupuje pani książek rocznie?

– Przeszło tysiąc.

A ile zostaje wycofanych, bo są zaczytane?

– Dwa lata temu wycofaliśmy prawie 5 tys. książek, więc dosyć mocno przetrzebiliśmy nasz księgozbiór. Teraz znów mamy książki, które powinny zostać wyrzucone. Jednak jeszcze w Polsce nie jest tak, jak na przykład w Niemczech, gdzie książka, która nie jest czytana przez 5 lat, jest z automatu wyrzucana. Wiele się mówi, że biblioteka nie ma być muzeum, ale żywą wypożyczalnią. Nie jest łatwo wyrzucić książkę, zwłaszcza jeśli nie jest poniszczona. Ja nie mam serca wyrzucać książek.

Ale pewnie jest to smutna konieczność. Przecież ściany biblioteki, choćby nie wiem jak wielkiej, nie są z gumy.

– Dlatego, od czasu do czasu, niestety jest to nasz smutny obowiązek. Jakieś standardy trzeba trzymać. Zresztą, biblioteka jest dla ludzi, a ludzie lubią jak pojawiają się nowości. Jak widzą nowe książki, to wtedy do nas przychodzą.

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *