Trzeba być blisko tych, którym się pomaga. Rozmowa z Jackiem Rutkowskim

Box2 Powiat toruński
- Ważne jest to, żeby osobistym przykładem zarazić innych do takiej aktywności - mówi Jacek Rutkowski, fot. Łukasz Piecyk

Chcę pomagać rzeczywiście tym, którzy potrzebują i chcą coś zrobić dobrego dla społeczeństwa – mówi Jacek Rutkowski, prezes Mat-Budu, o swojej Fundacji Pomagajmy Razem w rozmowie z Wojciechem Giedrysem.

Z czego się wzięła pańska działalność społeczna i charytatywna?

Może trochę przejaskrawię i powiem bardzo szczerze, ale jako młody chłopak mieszkałem w Złotorii. Wówczas w Toruniu nie było łatwo się przebić mieszkańcom wsi, którzy dojeżdżali do miasta, nie mieszkali w internacie, nawet jeśli dość dobrze się uczyli. Wtedy było tak, że rocznie ok. 30 proc. uczniów toruńskiego elektronika wylatywało ze szkoły za brak postępów w nauce. To nie były dla mnie łatwe czasy. Zdarzało się, że uczniowie ze wsi byli gnębieni i dyskryminowani przez rówieśników. Do momentu, kiedy nie zacząłem trenować sportów walki, zdarzało się, że nie wyjeżdżałem ze szkoły pierwszą „jedenastką”. Koledzy zdejmowali mi czapkę i wrzucali za ogrodzenie. Pierwszą klasę skończyłem z biało-czerwonym paskiem, co również ułatwiło mi start w następnych latach. Jestem ze wsi, od 2. roku życia wychowywałem się w Złotorii i wiem, jak ważne jest wyrównywanie szans młodzieży ze środowisk wiejskich. Przeżyłem to na własnej skórze.

W tamtych czasach te różnice między miastem a wsią były głębsze?

Tak. Teraz te różnice są nieco mniejsze, ale wciąż są. Właśnie z nich i z chęci pomocy młodzieży, która zaczyna swój start na wsi, wzięła się moja działalność społeczna i charytatywna. Od najmłodszych lat należałem do różnych organizacji. Byłem ministrantem, a potem prowadziłem Drużynę Harcerską Papieską im. Andrzeja Małkowskiego, należałem do Czarnej Trzynastki im. Zawiszy Czarnego, byłem w Czarnym Kręgu. W harcerstwie prowadziłem Drużynę Czarnej Trzynastki im. Zawiszy Czarnego – antyrządową i niepodległościową, która zajmowała się m.in. kolportażem niezależnych wydawnictw czy rozrzucaniem ulotek. Byłem również przewodniczącym zarządu uczelnianego i wiceprzewodniczącym zarządu głównego Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej w latach 1987-1989 i były to organizacje prorządowe. Były to już inne czasy, ale pomimo młodego wieku (rocznik 1966) przez całe dorosłe życie odczuwam skutki tej krótkiej przynależności. Ale też udało mi się w 1987 r. wygrać konkurs na najlepszego studenta w Polsce. „Czerwona” legitymacja i dobre wyniki w nauce nie pomogły w uzyskaniu w 1990 r. nawet normalnej pracy. Tak trafiłem do policji. W latach 1990-2005 zajmowałem się zwalczaniem przestępczości gospodarczej i najcięższej kryminalnej z bardzo dobrymi wynikami i bez wątpienia ten okres zaliczam do bardzo udanych w moim życiu. Te burzliwe zakręty życiowe spowodowały, że jestem bezpartyjny, apolityczny i doskonale rozumiem, czym jest tolerancja i szacunek do prawdziwych wartości. One są dla mnie „tablicą przykazań”. I znowu nie było łatwo, a tolerancja w polskich realiach to tylko zapis w encyklopedii. Na pytania, kogo poprę w wyborach, bez zastanowienia odpowiadam krótko: pracowitych, mądrych i uczciwych.

Potem zajął się pan biznesem. A teraz wraca pan do swoich korzeni.

Mam teraz nieco większe możliwości, wiedzę i kompetencje. Podpisuję się obiema rękami pod tym, że biznes powinien być odpowiedzialny społecznie. Mat-Bud za 2016 r. dostał Geparda Biznesu i Brylant Polskiej Gospodarki. Nie na skutek dokapitalizowania czy istotnego rozwoju firmy, tylko poprawy wyników i społecznego zaufania. W momencie, kiedy firma zaczęła się rozwijać m.in. o Wybrzeże czy Łódź, to zacząłem to coraz bardziej pokazywać, by przedstawić pozytywny wizerunek firmy. Wcześniej nie ujawniałem się ze swoją działalnością społeczną czy charytatywną.

Jakie zasady pan wyznaje, budując biznes odpowiedzialny społecznie?

Zależy mi na budowaniu klasy średniej, zdrowego społeczeństwa, krzewieniu wśród młodzieży zdrowych zachowań – aktywności fizycznej i intelektualnej. Stawiam na młodych, osoby, które trenują piłkę nożną, karate i szachy, orkiestry, konkursy oświatowe. To obszary, które nie generują dużych kosztów, a mają duży wpływ na rozwój fizyczny i intelektualny młodzieży. Pomagam też chorym dzieciom i schroniskom dla zwierząt.

To się opłaca? Czy nie myśli się w tym przypadku, że się opłaca lub nie?

Myślę, że jest to trochę taka prospołeczna wizja państwa z mojej strony. Jak firma działa w konkretnym miejscu, gminie, powiecie lub województwie, to powinna wspierać lokalną społeczność. Być tu i teraz. To taki podatek wobec społeczeństwa. Nie jesteśmy w stanie wszystkim pomóc. Ważne jest to, żeby osobistym przykładem zarazić innych do takiej aktywności. Żeby być blisko osób, którym się pomaga. Interesować się ich sprawami.

Wspiera pan także ochotnicze straże pożarne i organizacje biznesowe.

Na wsi są ważne trzy rzeczy: życie, zdrowie i mienie. Zanim straż pożarna z Torunia dojedzie, to wszystko spłonie. OSP ma też aspekt społeczny. Często na wsi remiza strażacka to jedyne centrum kultury, gdzie młodzież może realizować swoje pasje. Samorządne państwo dostrzega rolę tych placówek. Ale ich wsparciem nie powinny zajmować się tylko organy administracji samorządowej czy państwowej. Społeczeństwo także powinno się angażować i pomagać. Jako firma wspieramy też organizacje biznesowe. Należymy do czterech: Business Centre Club, Izby Przemysłowo-Handlowej w Toruniu, Pomorsko-Kujawskiej Izby Budownictwa i Związku Pracodawców Pomorza i Kujaw. Czy ja chcę tam zrobić wsi są ważne trzy rzeczy: życie, zdrowie i mienie. Zanim straż pożarna z Torunia dojedzie, to wszystko spłonie. OSP ma też aspekt społeczny. Często na wsi remiza strażacka to jedyne centrum kultury, gdzie młodzież może realizować swoje pasje. Samorządne państwo dostrzega rolę tych placówek. Ale ich wsparciem nie powinny zajmować się tylko organy administracji samorządowej czy państwowej. Społeczeństwo także powinno się angażować i pomagać. Jako firma wspieramy też organizacje biznesowe. Należymy do czterech: Business Centre Club, Izby Przemysłowo-Handlowej w Toruniu, Pomorsko-Kujawskiej Izby Budownictwa i Związku Pracodawców Pomorza i Kujaw. Czy ja chcę tam zrobić karierę? Nie chcę nigdzie kandydować. Często słyszę takie pytanie. Nie interesuje mnie ani Sejm, ani Senat. Nie jestem zainteresowany żadną karierą polityczną. Mnie firma interesuje. Jest dobra. Mocno mnie absorbuje. Daje mi satysfakcję.

Po co powstała Fundacja Jacka Rutkowskiego Pomagajmy Razem?

Tych potrzebujących zgłasza się coraz więcej. Podobnie jak na dużym stadionie jedną bramą wejściową nie uda się przepuścić wszystkich kibiców, musi ich być więcej. Podobnie jest z fundacją, sam Jacek Rutkowski nie jest w stanie współpracować z tak dużym gronem potrzebujących. Ponadto fundacja jest też po to, aby trochę oddzielić prezesa Jacka Rutkowskiego i Mat-Bud od działalności charytatywnej, żeby nikt sobie nie pomyślał, że Mat-Bud jest dobrym wujkiem. Biznes to biznes, a pomoc to pomoc. Fundacja wspiera i będzie wspierać m.in. międzyszkolną ligę szachową, ochotnicze straże pożarne, karateków i piłkarzy. Oni są aktywni. A ja ich tylko łączę. Nie zdecydowałem się na utworzenie fundacji po to, żeby od zera zaczynać realizować cele, tylko one są już realizowane. Chcę sformalizować swoje działania. Nie można zrobić wszystkiego przez spółkę prawa handlowego. Fundacja może angażować różne osoby, o różnej orientacji politycznej i różnych zainteresowaniach.

Kto jest w drużynie Fundacji Pomagajmy Razem?

W zarządzie są pracownicy Mat-Budu Paweł Andrzejewski i Joanna Dura. Sekcją lekkiej atletyki zajmuje się Błażej Baumgart, ojciec Igi. Za karateków odpowiada Andrzej Jankowski, edukację przez szachy Arkadiusz Matczyński, a ochotnicze straże pożarne Mirosław Buliński, zawodowy strażak.

Z jakiego źródła chcą państwo pozyskiwać pieniądze na działalność?

Do tej pory nie poprosiliśmy nikogo o pieniądze. Ani o złotówkę. Założyłem sobie, że co miesiąc będę przelewać ustaloną kwotę na rzecz fundacji. I tego będę się trzymać. Nie zamierzam wspierać tych, którzy dadzą mi największy i najlepszy PR. Chcę pomagać rzeczywiście tym, którzy potrzebują i chcą coś zrobić dobrego dla społeczeństwa. Moje marzenie jest proste: żeby pomóc wszystkim ludziom, którzy tego chcą i potrzebują, ponieważ sam doznałem w moim życiu, że nie jest to łatwe.

Tagged
Wojciech Giedrys
Dziennikarz, redaktor wydań "Tylko Toruń" i działów on-line serwisów tylkotorun.pl i pozatorun.pl. Od 1999 r. w Toruniu. Miłośnik architektury modernistycznej, piewca Rubinkowa.
http://fb.me/wojciech.giedrys

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *