„Stop hejtowi w polityce”. Mariusz Kałużny zainaugurował kampanię wyborczą

Box1 Wiadomości
Fot. Łukasz Piecyk

Mariusz Kałużny zainaugurował kampanię wyborczą. Na Bulwarze Filadelfijskim zorganizował konferencję prasową, na której podkreślił swój sprzeciw wobec przemocy i hejtu w polityce.

– Prawo i Sprawiedliwość rozpoczyna zbiórkę podpisów, przedstawia program – to, co wykonali przez minione 4 lata – mówił Mariusz Kałużny. – Tymczasem czym zajmuje się opozycja? Myślę, że to, co sformułował w 2005 r. Donald Tusk, po przegranych wyborach z Lechem Kaczyńskim „od dziś wojna, wojna i tylko wojna” niestety trwa w polityce dalej.

Kandydat PiS do Parlamentu RP nawiązał tym samym do prezydenta Inowrocławia Krzysztofa Brejzy i grupy pracującej w tamtejszym urzędzie miasta, która miała szkalować polityków partii rządzącej.

– Takie niedobre standardy funkcjonują również w Toruniu – podkreślił Kałużny. – Mam na myśli pana Tomasza Lenza, który zasłynął z awantury w Sejmie RP – ataku słownego i przemocy fizycznej. Chciałbym podkreślić, że w opinii wielu mieszkańców miasta, pan Tomasz Lenz również miał zatrudnionych hejterów, by atakować obecnego prezydenta Michała Zaleskiego. Jest to niedopuszczalne.

W swojej wypowiedzi Kałużny nawiązał także do sytuacji, która miała mieć miejsce podczas spotkania mieszkańców Torunia z premierem Mateuszem Morawieckim.

– Pamiętam sytuację, jak Tomasz Lenz przybył na spotkanie z premierem i używał wobec Mateusza Morawieckiego brzydkich słów – opisuje zdarzenie Kałużny.

Dlaczego teraz polityk nawiązał do walki z hejtem?

– Po 4 latach znów ubiegamy się, by reprezentować Sejm RP – dodaje. – Takie sytuacje nie mogą mieć miejsca. Muszą być zachowane pewne standardy. Godnego zachowania należy oczekiwać również od polityków. Mieszkańcy mają dość kłótni, awantur i kampanijnych haków. Pan Tomasz Lenz swoim zachowaniem pokazał, że nie tylko jest niegodny bycia posłem, ale także kandydatem. Powinien był za swoje zachowanie przeprosić i dziś go do tego wzywam. W swojej kampanii wyborczej (na prezydenta miasta – przyp. red.) pan Lenz miał hasło „Lenz GO”. Ja dziś mówię „Lenz NO” – „nie” takim standardom, braku kultury i zachowaniom w życiu publicznym.

Polityk, w odpowiedzi na słowa o odpowiedzialności, zapytany został, czy żądałby dymisji ministra Zbigniewa Ziobry po wykryciu sprawy związanej z hejtem wobec sędziów nieprzychylnych zmianom w sądownictwie.

– Absolutnie nie – uciął. – Konsekwencje tego zdarzenia powinna ponieść osoba, która popełniła dany czyn bądź jej przełożony, który nie wyciągnął konsekwencji, o ile wiedział, że czyn został popełniony. Uważam, że minister Ziobro nie wiedział o tym, co się działo. Pan wiceminister Łukasz Piebiak podał się do dymisji już następnego dnia. Jednak nie wiemy ile prawdy znajdowało się w opublikowanych przez Onet.pl materiałach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *