Spłonął dom rodziny z Przeczna

Box1 Łubianka Wiadomości
fot. Łukasz Piecyk

Stali przed budynkiem i patrzyli, jak ogień trawi dorobek ich życia. Spoglądali prosto w zadymione okno sypialni, w której byli jeszcze kilka minut temu. Nic nie mogli zrobić. Wnętrze domu doszczętnie spłonęło. Teraz powoli stają na nogi. Trzeba im pomóc otrzepać się z popiołów.

Drewniany dom w Przecznie to budynek z duszą o wieloletniej historii. Był świadkiem zdarzeń, które miały miejsce niemal sto lat temu. Wychowało się w nim kilka pokoleń rodziny Poszytków. W czasach przedwojennych mieściła się w nim szkoła. Wojna także odcisnęła na nim swój ślad. Ślad po niemieckim moździerzu. Dom jednak przetrwał wojenną zawieruchę.

REKLAMA

Dziadkowie dostali dom w 1945 r., zaraz po wojnie – wspomina Mirosław Poszytek, właściciel domu.

Czwartek 6 lutego zapisał się w historii domu czarną zgłoską. Dzień zaczął się jak wiele mu podobnych. Pan Mirosław z żoną Marylą przygotowywali śniadanie i szykowali się do wyjścia do pracy. Maryla Poszytek pracuje w branży handlowej, a Mirosław zajmuje się gospodarstwem rolnym i dodatkowo dorabia w prywatnej firmie. Małżeństwo gawędziło o codziennych sprawach, o życiu, o dzieciach. Rozmawiali o tym, że w miarę swoich możliwości będą pomagać córce i synom. Pan Mirosław udał się do samochodu, a w tym czasie jego żona poszła do łazienki. W pewnym momencie usłyszała dziwny dźwięk. 

Żona dziwiła się, dlaczego gazuję samochód pod oknem – opowiada Mirosław Poszytek.

To nie był hałas samochodowy. Uszkodzeniu najprawdopodobniej uległa instalacja elektryczna. Pożar wybuchł w pokoju dziennym i zaczął bardzo szybko rozprzestrzeniać się na pozostałe pomieszczenia.

Mama, wracając z łazienki, już nie mogła wejść do pokoju, bo był cały zadymiony – relacjonuje córka Paulina. – Zdążyła wybiec po tatę i wyprowadzić babcię.

W domu mieszka także małoletni brat Pauliny, ale akurat w tym czasie był w odwiedzinach u kolegi. Ogień trawił wnętrza domu przez niecałą godzinę. Po 50 minutach strażakom udało się ugasić pożar. Państwo Poszytkowie stali przed budynkiem i bezradnie obserwowali, jak płonie cały dorobek ich życia.

Najgorsza była bezradność – drżącym głosem mówi pan Mirosław.

Konstrukcja domu nie została naruszona. Przed całkowitą dewastacją dom prawdopodobnie zabezpieczyły płyty gipsowo-kartonowe, użyte do obniżenia sufitów. Niestety całe wnętrze budynku zostało zniszczone. 

Wewnątrz wszystko się spaliło, nic nie zostało. Trzeba wymienić okna, drzwi, ściany, podłogi, meble… – wylicza Paulina Poszytek.

Doszczętnie spaliły się dwa pokoje i kuchnia. Gorąca temperatura i dym rozprzestrzeniły się także na pozostałe pomieszczenia. Częściowo zachował się tylko jeden pokój, który w trakcie pożaru był szczelnie zamknięty. Tymczasowo pomieszkują tam teraz rodzice Pauliny. Nie chcieli wyprowadzić się z domu. 

Dopiero co skończyliśmy remont kuchni, który pochłonął bardzo dużo pieniędzy – mówi Mirosław Poszytek.

Minęło zaledwie kilka dni, a rodzina pogorzelców już doświadczyła solidarności międzyludzkiej. Pomoc niosą wszyscy, którzy tylko wiedzą o tragedii. Sąsiedzi, bliscy, nawet zupełnie obce osoby. Ofiarowują wsparcie finansowe i materialne, przynosząc artykuły pierwszej potrzeby i materiały budowlane do odbudowy domu. Ich pomoc motywuje i podnosi na duchu. 

Jakiś czas temu sama zbierałam pieniążki dla chorej dziewczynki. Teraz wspiera nas bardzo dużo osób, które wtedy pomagały. Dobro wraca – mówi Paulina Poszytek.

Pomoc dociera ze wszystkich stron. Rodzina jest zaskoczona tak dużym zaangażowaniem lokalnej społeczności, zwłaszcza że sama nigdy o nic nie prosiła. 

Przyszła do mnie pani i wręczyła mi pieniądze. Nie chciałem ich przyjąć, bo wiedziałem, że jest niezamożna. Rzuciła mi się na szyję i powiedziała, że kilka lat temu ja jej też pomogłem. Jestem za to bardzo wdzięczny – łamiącym się głosem opowiada Mirosław Poszytek.

Początkowy strach i załamanie zajęły teraz wola walki i energia do działania. Najbardziej brakuje rąk do pracy. Rodzina własnym sumptem chce wyremontować zniszczone wnętrza. 

Wspólnymi siłami będziemy wszystko odnawiać. Nie stać nas na profesjonalną ekipę – tłumaczy Paulina.

Wsparcie nadchodzi także i na tym polu. Szklarz z okolicy zaoferował pomoc we wstawieniu nowych okien. Z kolei firma, w której dorabia pan Mirosław, sfinansuje zabieg ozonowania wnętrz, dzięki któremu będzie można pozbyć się nieprzyjemnego zapachu. W przeciągu trzech dni udało się oczyścić cały dom, skuć wszystkie tynki, przygotować ściany do regipsów i częściowo założyć stelaże. 

Jak tylko zakończy się ozonowanie, będziemy działać. Życie musi toczyć się dalej – mówi Paulina.

To już drugi pożar, którego doświadczyła rodzina. Dwadzieścia lat temu spłonęła stodoła. Okoliczności zdarzenia sprzed lat nie są jasne, ale jedna z hipotez mówi o podpaleniu.

Limit pożarów w naszej rodzinie chyba się wyczerpał. Damy radę. Staniemy na nogi. Najważniejsze, że nikt z nas nie ucierpiał – zapewnia Mirosław Poszytek.

Pomoc dla pogorzelców można przekazywać na portalu pomagam.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *