Rolnictwo uczy charakteru. Na gospodarstwie rządzą dziś młodzi

Box2 Wiadomości
Fot. Łukasz Piecyk

Statystycznie polskie rolnictwo jest „najmłodszym” w Europie z czternastoma procentami czynnych rolników poniżej 35. roku życia. Co wiemy o tych, którym do tego wieku jeszcze brakuje? Jacy są? Dlaczego młodzi wybierają ten zawód? 

Starzenie się w tej grupie zawodowej jest problemem globalnym. Nasze nieduże rodzinne gospodarstwa coraz bardziej mieszają się z tymi wielkoobszarowymi i chowem przemysłowym. Średnia wielkość gospodarstwa systematycznie rośnie, a wraz nią koszty pracy, opłaty stałe, ceny nawozów. Spokoju nie dają susze, gradobicia i afrykański pomór świń. Dlaczego młodzi wybierają tak trudną życiową drogę? 

REKLAMA

Rafał Rafalski (fot. ŁP)

– Jak byłem młodszy, nie myślałem, że zostanę na gospodarstwie i tam bym chciał mieszkać – mówi 24-letni Rafał Rafalski z Głogowa, który wraz z rodzicami uprawia 70-hektarowe gospodarstwo. – Chciałem zawsze pracować na dużym sprzęcie, np. zostać mechanikiem czy kierowcą auta ciężarowego. Jednak już w gimnazjum postawiłem na rolnictwo i uczyłem się w Gronowie jako technik mechanizacji rolnictwa. Tak zostało. 

– Nie mam prostej odpowiedzi – mówi 30-letni Tomasz Ziółkowski z Mazowsza, który wraz z ojcem prowadzi 110-hektarowe gospodarstwo. – Od dziecka razem z bratem sami z siebie pomagaliśmy rodzicom. Z wykształcenia jestem politologiem, myślałem o studiach doktoranckich… W końcu zostałem na roli. 

Pokolenie Y w rolnictwie jest dużo bardziej narażone na… stres w pracy niż poprzednia generacja. Rośnie również tego świadomość.

– Nasze pokolenie różni się przede wszystkim tym od poprzedniej generacji, że musimy się dostosować do globalnie panujących warunków w rolnictwie i mieć lepiej sprecyzowane, co chcemy osiągnąć i jak to zrobić. Mamy dużo mniej pola na popełnianie błędów, a każde najmniejsze niedopatrzenie dużo nas kosztuje – przyznaje gorzko Tomasz Ziółkowski. – Kiedyś rolnik wiedział, że jak zasieje, to zbierze i sprzeda. Dziś w momencie zasiewu pszenicy czy rzepaku nie wiemy, czy nasza praca skończy się zyskiem, stratą, czy wyjdziemy zupełnie na zero. Żyjemy w większym stresie, więcej też pracujemy głową niż fizycznie. Jest też duża presja konkurencji. Kiedyś małe gospodarstwo liczyło 20 hektarów, później 40, a w tym momencie przy naszych 110 hektarach jesteśmy gospodarstwem średnim. Idzie się w ilość, która też nie gwarantuje przetrwania i stabilnych zysków.

Tomasz Ziółkowski (fot. ŁP)

– Najgorsza w tej pracy jest niepewność: nigdy nie wiadomo, co przyniesie chmura – czy to będzie grad i zniszczy uprawy, czy deszcz, który pomoże im przetrwać suche lata. W Polsce nadal mamy mniejsze dopłaty niż bogatsze kraje Unii, ale wymagania i koszty – takie same – mówi o problemach Rafał Rafalski. – Są tak duże wahania cen, że nie wiadomo, w co inwestować. Nawet w przeciągu miesiąca sytuacja prawna lub na rynku może się zmienić o 180 stopni. Ja nie chcę od rządu czy Unii pieniędzy, tylko racjonalnych wymagań względem rolnictwa w Polsce. Chwilowo to wygląda tak, że władze same nie wiedzą, czego chcą…

Millenialsi, może nieco przypadkowo, postulują to samo co współcześni ekolodzy, z którymi polskie rolnictwo się zasadniczo nie lubi. Nie są fanami chowu przemysłowego, mają świadomość skutków katastrofy klimatycznej czy wartości małej retencji. 

– Co do dużych i małych fabryk zwierząt, bo tak trzeba je nazwać, to moim zdaniem wykańczają mniejsze gospodarstwa rodzinne – ucina temat wielkich ferm pan Rafał. – Tucznik nie rośnie w nich, jak kiedyś, ponad 8 miesięcy, jego chów jest skrócony do około 6 miesięcy, a w tych największych fermach nawet 3-4. Dlaczego? Dłużej nie może, bo blokuje miejsce i nie przynosi zysku. Tak samo jest z kurczakami. Co to za rosół z kury, która nigdy nie widziała słońca, tylko ludzi w kombinezonach? Chciałbym, żeby ekologiczne mięso wróciło na polskie stoły. To wymaga jednak ułatwień dla takich producentów. Niestety koszt produkcji i formalności odstraszają tych, którzy chcieliby w taki chów zainwestować. 

– Śledzimy rozwój rośliny na każdym etapie jej wzrostu i to nie jest tak, że lejemy do opryskiwacza, co popadnie, tylko tak dobieramy substancje, żeby to pomogło roślinie, ale było też uzasadnione ekonomicznie – tłumaczy Ziółkowski. – Najbardziej boli mnie to, że nasza praca jest mało doceniana, mamy taką łatkę grupy, która niszczy środowisko. Nie wyjadę w południe w pole ze środkiem owadobójczym, bo wiem, że nie tylko zniszczę pszczoły, ale i swoją uprawę, bo one zapylają mój rzepak. Sam myślę o sprowadzeniu pszczół murarek na pola rzepaku. Mamy kolejny rok suszy, nie mam co liczyć na pomoc państwa. Ministerialny program wspierający kopanie studni głębinowych do nawadniania pól bez małej retencji jest moim zdaniem trochę nietrafiony, bo przecież wydobywając tę wodę, jednocześnie się jej pozbawiamy. Powinniśmy się raczej skupić na zatrzymywaniu jej w gruncie. Pogłębiamy nasze stawy.

Rolnicy przyznają, że zmiana klimatu zmusza ich do zmiany sposobu uprawy na tzw. bezorkową. Nowy system może ochronić przed burzami piaskowymi, jakie pamiętamy z kwietnia 2019 r.

– Dziś, przy takiej suszy, wilgotny grunt sięga ledwie kilku centymetrów, a obracając go, przesuszamy tę glebę – mówi o wadach głębokiej orki Ziółkowski. – Inwestujemy również w poplon, a nadwyżki słomy kierujemy raczej na sieczkarnię – wszystko po to, by zwiększyć masę organiczną w glebie. 

– Kiedyś był inny sprzęt i trzeba było często wyjeżdżać na pole – tłumaczy pan Rafał z Głogowa. – A dziś każdy taki wjazd to niepotrzebne przesuszanie gleby. To tak, jakby kraść wodę z własnego pola. Dlatego właśnie wchodzi również uprawa pasowa, która moim zdaniem wkrótce będzie bardzo popularna. 

Czy żałują wyboru tak trudnej drogi? 

– Nie żałuję, bo rolnictwo uczy charakteru – tłumaczy Tomasz Ziółkowski. – Jeżeli coś mi nie wychodzi, jeśli popełniam błędy, to odpowiadam sam przed sobą. Traktuję pomyłki jako doświadczenia, z których muszę wyciągać wnioski.

Anna Zglińska
Historyczka, technik informatyk, okazjonalnie archiwistka. Zaczynała od pisania po ławkach w szkole, prowadzenia bloga, potem w "Nowościach", dziś w "Poza Toruń" i "Tylko Toruń". Ukradkiem zbiera materiały do książki... kucharskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *