Putin polskim jabłkom niestraszny

Box2 Czernikowo Region
- Spożycie polskich jabłek wzrosło tylko chwilowo - mówi Jan Kasprowicz, sadownik z Czernikowa. - Odpowiedzią na zakaz eksportu stało się podniesienie jakości. (fot. Łukasz Piecyk)

Pięć lat temu Rosja wprowadziła zakaz eksportu na żywność z Unii Europejskiej. Polskie jabłka stały się wówczas kwestią polityczną. Co zostało z narodowego zrywu jedzenia tych owoców? 

Ekonomiści w 2014 r. byli zgodni – uznali, że recepta w postaci narodowej akcji jedzenia jabłek jest naiwna, a polscy sadownicy potrzebują realnego wsparcia. Dziś wiemy, że ich obawy były słuszne, mimo to właściciele sadów pokazali Putinowi, że bez Rosji sobie poradzą. 

– Każdy z nas to odczuł – mówi Jan Kasprowicz, sadownik z Czernikowa. – Ten rynek, nie ma co ukrywać, rozwiązywał problem produkcji, nie tylko branży sadowniczej, ale w ogóle rolniczej. Gdy z dnia na dzień może nie zamknął się – bo te jabłka okrężnymi drogami do dnia dzisiejszego jadą na rynek wschodni, chociaż już nie w takich ilościach – odczuliśmy to wszyscy. 

2014 był też rokiem urodzaju. Jak poradzili sobie sadownicy z Czernikowa i Obrowa? Skrzyknęli się i sprowadzili pierwszą mobilną prasę do wyciskania soków bezpośrednio tłoczonych. Nadwyżki owoców, już jako pyszny sok, podpisane nazwami odmian, trafiły na bardzo lokalny rynek. 

-Tak się złożyło, że branża soków zaczęła się rozwijać – wspomina Jan Kasprowicz. – To na naszej produkcji dużo nie zaważyło, bo staramy i staraliśmy się produkować jabłka deserowe, a nie przemysłowe. Takich mamy niewielkie ilości, a w szczególności tych na soki zimnotłoczone. To nie jest też jabłko jak na soki pasteryzowane i do produkcji koncentratów – ono musi być dobrej jakości. Nadal jest to gałąź uboczna naszej produkcji. Możemy je sprzedawać tylko bezpośrednio w gospodarstwach, bo takie przepisy nałożyła Unia Europejska. 

Akcja patriotycznego jedzenia jabłek okazała się, niestety, jednoroczna i niezbyt efektywna. Statystyczny Polak zjadł ich wówczas ledwie kilogram więcej niż w roku 2013, a potem systematycznie przerzucał się na cytrusy. Oprócz innowacji, takich jak tłoczone soki, przez moment wydawało się, że rozwiązaniem będzie produkcja cydru. Dziś sprzedaż tego trunku spada na łeb na szyję. Jeśli nie przetwórstwo, to co jest receptą dla naszych sadowników?

– Rynek krajowy – odpowiada Jan Kasprowicz. – Torimpex jest naszym wiodącym odbiorcą już od lat – na dobre i złe. Najistotniejsza jest jednak jakość – dzięki niej możemy konkurować. Wszystkie przetwory nie zastąpią świeżego owocu, a my od kilku lat możemy mieć polskie jabłka całorocznie i warto to docenić. Dziś wygrywamy z jabłkami z Ameryki Południowej, które do Europy docierają wiosną. 

Z jakimi problemami borykają się dziś sadownicy? Jak odnajdują się w dobie katastrofy klimatycznej?

– Jesteśmy w jednym z najsuchszych regionów w kraju i brakuje wody, kłania się mała retencja, a właściwie jej brak – tłumaczy Kasprowicz. – Nie wspominam już o melioracji, która więcej szkody zrobiła niż pożytku. Kiedyś rolnicy zasypywali stawy i wycinali drzewa, dziś proszą, żeby je odkopywać, bo gdy brakuje wody w wodociągu, nie mają czym nakarmić bydła. Na terenie naszych sadów mamy trzy małe stawy, to dużo daje, choćby zwiększa wilgotność powietrza. Mamy też w sadzie nawadnianie, które ratowało drzewa w tym roku. Można spodziewać się, że plon będzie dobry.

Okazuje się również, że od jakiegoś czasu w Polsce można sadzić odmiany jabłoni, które do tej pory spotykane były tylko na południu Europy… A rosyjskie embargo?

– Nawet gdyby dziś je zniesiono, nie mielibyśmy czego na tym rynku szukać – rozwiewa wątpliwości sadownik. – Koledzy ze wschodu przyjeżdżają do nas na targi, uczą się, mają własne sady. 

Czego życzyć naszym sadownikom? Żebyśmy docenili polskie jabłka, bo to nasze „superfoods” – tańsze i bardziej eko niż modne awokado i kimchi.

Anna Zglińska
Historyczka, technik informatyk, okazjonalnie archiwistka. Zaczynała od pisania po ławkach w szkole, prowadzenia bloga, potem w "Nowościach", dziś w "Poza Toruń" i "Tylko Toruń". Ukradkiem zbiera materiały do książki... kucharskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *