O memorandum z Budapesztu [FELIETON]

Felietony
Radosław Rzeszotek

„Naszym zadaniem jest konsekwentne przekazywanie prawdy tym, którzy nie są świadomi tego, co dzieje się dziś w Warszawie” – powiedział we wtorek przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych rosyjskiej Dumy Państwowej w rozmowie z agencją TASS.

Te same słowa słyszałem parę lat temu z ust premiera Miedwiediewa, tyle że dotyczyły Kijowa i wypowiedziane zostały tuż przed aneksją Krymu. Wtedy jeszcze nie słyszeliśmy o „zielonych ludzikach” i w głowach się nam nie mieściło, że na terenie kraju sąsiadującego z Polską może wybuchnąć wojna. Tymczasem trwa nadal i mało kto już o niej pamięta. Tak jak o memorandum budapesztańskim z 1994 r., w którym USA, Rosja i Wielka Brytania zobowiązały się do zachowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy w zamian za przekazanie Moskwie poradzieckiej broni jądrowej. Traktaty, jak widać, nie są wieczne, a historia uczy, że silniejszy nie musi ich respektować.

REKLAMA

Żyjemy w dobie zbliżającego się kryzysu klimatycznego, który w zgodnej opinii ekspertów ma spowodować liczne wojny o wodę – od Azji po Afrykę. Świat się zmieni i nie będzie to zmiana spokojna. Górnolotne ideały, humanitaryzm, prawa jednostki ustąpią brutalnej sile – tak jak wiele razy w dziejach ludzkości bywało.

W tym kontekście słowa rosyjskiego deputowanego brzmią o wiele poważniej niż zwykła dyplomatyczna połajanka. Pamięć o hetmanie Żółkiewskim i niepamięć o Lenino niewiele nam pomoże w starciu z gwardyjską 76 powietrzno-szturmową dywizją z Pskowa. A wiara w zachodnich sojuszników raz już wyszła nam bokiem. Zamiast uprawiać politykę historyczną, trzeba zacząć wyciągać wnioski z historii. Ona zawsze się powtarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *