Nie wszystko da się przewidzieć. „Historie miłosne” debiutem fabularnym mieszkanki Grabowca [WYWIAD]

Box2 Kultura Lubicz
Fot. Łukasz Piecyk

Mamy czworo bohaterów i niewyjaśnione zdarzenie z przeszłości. Ta książka z pewnością nie jest zwykłym romansem, miejscami to powieść psychologiczna czy nawet thriller. O jej debiucie, fabule z tajemnicą w tle oraz Toruniu z Kamilą Cudnik, autorką „Historii miłosnych”, rozmawia Michał Ciechowski

„Historie miłosne” spotkały się z bardzo pozytywnymi recenzjami. Jak zrodził się w Pani pomysł na tę powieść?

Pomysł na tę historię zrodził się podczas pracy nad inną książką, kiedy czułam, że czas na coś nowego. Któregoś dnia zafascynowała mnie kamienica mieszcząca się obok I Liceum Ogólnokształcącego. Pomyślałam, że moja bohaterka mogłaby tam mieszkać. Fantastyczna okolica, mansardowe okna, to było to. W powieści pojawiła się Sara i jej mąż, adwokat, potem zaś Karolina. Historia nabrała tempa, gdy w środku zimy w Toruniu pojawia się Sergiusz, reporter wojenny, szkolny przyjaciel Tomasza i Karoliny.

Jedna osoba potrafiła wywrócić życie bohaterów do góry nogami?

Co najwyżej przypomnieć, że przeszłość wciąż nad nimi wisi złowieszczo. „Historie miłosne” to opowieść o zdradzie, miłości, przemocy i nowym początku.

Zarówno Sara, jak i Karolina to postaci tragiczne. Jest ktoś, na kim się Pani wzorowała, tworząc bohaterki?

Moje bohaterki odzwierciedlają to, co widuję na co dzień w relacjach między ludźmi. Czasami też czerpię inspiracje z wydarzeń, które miały miejsce, zostały opisane przez media. Wbrew pozorom w XXI w. wciąż tkwimy mentalnie w stereotypach. Sara i Karolina również mają kłopoty z uwolnieniem się od nich.

Akcję książki osadziła Pani w Toruniu. Miasto Pierników jest dobrym miejscem dla tego typu fabuły?

Dawno temu zakochałam się w Toruniu, chociaż się tu nie urodziłam. Ma niezwykły klimat, bo jest różnorodny, zlepiony z wielu historii. Toruń to nie tylko gotyk, Krzyżacy i pierniki. Moi bohaterowie żyją tu, chodzą po zabytkowych ulicach, przysiadają w kawiarniach. Pojawia się Collegium Maius, gdzie Sara jest doktorantką, kamienica na Zaułku Prosowym, z której okien rozciąga się widok na Nowy Arsenał, Most Pauliński i całą resztę. Jedna z bohaterek mieszka zaś w podtoruńskim Górsku.

Za sprawą Sergiusza przenosimy się także do Syrii.

Sergiusz jest korespondentem wojennym. Za sprawą jego wyjazdu do Syrii, ogarniętej od 2011 r. wojną, oglądamy konflikt zbrojny, który zabrał życie tysiącom ludzi. I działo się to na naszych oczach. Media co prawda relacjonowały na bieżąco konflikt na Bliskim Wschodzie, ale w sposób nie dość przejmujący. My żyliśmy swoimi znacznie mniej dramatycznymi problemami. Chciałam poświęcić Syrii choć kilka stron. Jest wojna, jest też miłość. Do byłej żony i… do Sary.

Więcej zdradzić nie możemy. Powiedzmy więc o samym procesie tworzenia. Jak on przebiegał?

Napisanie tej książki zajęło mi mniej więcej rok. Najczęściej piszę w salonie otwartym na kuchnię, gdzie kręcą się domownicy, co mi kompletnie nie przeszkadza. To nie jest moja pierwsza powieść. Poprzednie jednak wylądowały w szufladzie. Z perspektywy czasu cieszę się, że nie ujrzały światła dziennego. Piszę dla własnej przyjemności. Dziś porównuję to do narkotyku. Nawet gdy przychodzę do domu bardzo późno i jestem zmęczona, muszę zapisać choć kilka zdań. Choć nie obowiązują mnie żadne terminy wydawnicze, staram się pracować każdego dnia.

Pracuje już Pani nad kolejną książką? Właśnie pracuję nad jej zakończeniem. Fabułę kolejnej powieści również osadziłam w Toruniu, częściowo na lewobrzeżu. Będzie „ona” i „on”, pojawi się również wątek sensacyjny. Zanim jednak książka trafi na półki księgarń, musi spodobać się wydawcy. Przy odrobinie szczęścia z drukarni wyjdzie pod koniec roku. Historii, o których chciałabym opowiedzieć, jest wiele. Czy uda mi się je spisać? Jak pokazały „Historie miłosne”, nie wszystko w życiu da się przewidzieć i zaplanować. To zweryfikuje czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *