Mieszkaniec Chełmna tworzy drzewo geanalogiczne swojej rodziny. Dotarł do… 2 tys. krewnych

Box2 Powiat chełmiński
Gdyby rodzinę traktować matematycznie, Sławomir Kerber miałby największą w Chełmnie. Dotarł do dwóch tysięcy krewnych. (fot. Łukasz Piecyk)

Poszukiwanie przodków zafascynowało go już w szkole podstawowej, gdy rozrysowywał genealogię Piastów. Dziś jego własne drzewo sięga korzeniami do XVII w., choć nie ma w nim królów i książąt. Są za to Kaszubi, ewangelicy, katolicy i mennonici.

Wyznawcy Menno Simmonsa do Polski trafili w połowie XVI w. na Żuławy Gdańskie, a dając się poznać jako doskonali melioratorzy i pracowici rolnicy, byli sprowadzani w górę Wisły. W latach 30. XVII w. trafili na Saską Kępę. Sieć ich wsi rozpościerała się wzdłuż rzeki. Co ciekawe, ta gałąź rodziny Sławomira Kerbera przemierzyła drogę odwrotną – z Arciechowa i Troszyna na Mazowszu do Chełmna.

– Pewna, udokumentowana bytność moich przodków w linii męskiej, czyli mennonitów, jest od 1799 r. w miejscowości Arciechów nad Wisłą – tłumaczy Kerber. – Wcześniej mieszkali w dolinie grudziądzko-nowskiej, ponieważ tam w katastrze pruskim z 1773 r. jest wymienionych ośmiu Kerberów. Wszystko wskazuje na to, że pierwszy rozbiór Polski spowodował emigrację, bo władze pruskie nieprzychylnie patrzyły na pacyfizm mennonitów.

Przez lata poszukiwania archiwalne stanowiły w Polsce problem. Dominował pogląd, że archiwalia nie są od udostępniania, a od przechowywania, a prawdziwy archiwista akt nie czyta. Genealog z Chełmna zaczął poszukiwania już w trakcie studiów w Toruniu, ale niejednokrotnie szacowne instytucje odsyłały go z kwitkiem. Przełomem był zwrot ksiąg metrykalnych z terenu dawnych Prus z archiwum w Regensburgu m.in. do Torunia.

– Zwrotem akcji była księga zapowiedzi z parafii Chełmno, którą znalazłem w Archiwum Państwowym w Toruniu – mówi Sławomir Kerber. – Jest w niej wzmianka o Michaelu Kerberze, pochodzącym z Niemieckiego Troszyna. Rozszyfrowanie niemieckiego zapisu tej miejscowości i jej zlokalizowanie nie było proste. Potem wziąłem urlop i na początku czerwca 2008 r. na tydzień pojechałem do Płocka, gdzie kopałem w archiwach: diecezjalnym i państwowym.

W poszukiwaniach genealogicznych nazwy miejscowości i staropolszczyzna niejednokrotnie przyprawiają o zawrót głowy. Bo czymże jest treść zapowiedzi ogłoszonych w 1822 r., w których pojawia się określenie miejscowości: „w Jączeminie”, a dalej czytamy, że „strony stawaiące żądaią, abyśmy do obchodu małżeństwa przystąpili, którego zapowiedzi uczynione były przed głównymi drzwiami naszego domu gminnego”? Któż zgadł, że chodzi o Wiączemin Polski pod Płockiem?

Łatwiej było w przypadku rodziny od strony żony dziadka Kerbera, która była Kaszubką z pochodzenia. Drzewo w tej części ma koronę zwartą i regularną, a powtarzające się w nim nazwy miejscowości wskazują, że nie przepadali za przeprowadzkami. W jednym przypadku nawet doszło do małżeństwa spokrewnionej ze sobą aż w 6 pokoleniu pary. Dziadkowie poznali się w Toruniu – on był malarzem, wykonywał również szyldy reklamowe. Jego prace zdobiły m.in. jedną z pierwszych wystaw przemysłowych w Poznaniu. Babcia zawędrowała do grodu Kopernika, aby pomagać rodzinie. Ich wnuk przechowuje pieczołowicie dwie fotografie w oryginalnych ramkach z epoki – jedną cechu murarzy chełmińskich oraz drugą rodzinną z zakładu Carla Ellera.

Dzięki pasji Kerbera udało się rozwiązać kilka rodzinnych zagadek, jak choćby tajemniczej amerykańskiej koperty z Detroit, którą przechowywano w rodzinie. Dzięki poszukiwaniom genealogicznym udało się ustalić, kto i kiedy do tej Ameryki wyjechał oraz… na jakim okręcie i ile trwała podróż.

Jeden z członków rodziny miał być też… zamordowany. Kerberowi udało się połączyć historię przekazywaną ustnie z konkretnym wydarzeniem i wycinkiem z gazet: „W ub. poniedziałek wieczorem zmarł w szpitalu pow. w Chełmnie ś. p. Józef Nadolny, robotnik lat 27 na skutek odniesionych na zabawie w Nowych Dobrach ran kłutych i ciętych sierpem do cięcia wikliny” – czytamy w „Nadwiślaninie”. Łącznie Sławomirowi Kerberowi udało się dotrzeć do 226 przodków, a w sumie około 2000 osób. Dzięki badaniom DNA udało mu się dotrzeć nawet do krewnego o niderlandzkim nazwisku żyjącego w USA. Niedawno dołączył do teatru Janek Wędrowniczek, który gra m.in. sztuki o życiu mennonitów i olędrów.

Anna Zglińska
Historyczka, technik informatyk, okazjonalnie archiwistka. Zaczynała od pisania po ławkach w szkole, prowadzenia bloga, potem w "Nowościach", dziś w "Poza Toruń" i "Tylko Toruń". Ukradkiem zbiera materiały do książki... kucharskiej.

3 thoughts on “Mieszkaniec Chełmna tworzy drzewo geanalogiczne swojej rodziny. Dotarł do… 2 tys. krewnych

  1. 2000 to jest mało. Standard to 5000. Zaawansowani potrafią mieć nawet milion. Nie chodzi jednak o ilość tylko żeby znać Kim byli Ci ludzie i jakie było ich zycie. Szkoda że większość dziennikarzy i historyków! tego wszystkiego nie wie I nie rozumie.

  2. Potwierdzam ja obecnie mam spisanych 6600 przodków i osób spokrewnionych ,2000 osob może spisać każdy kto dzięki kilku wyszukiwarka w internecie może dojść do tej liczby nieraz bez odwiedzin archiwum-wszystko zależy od parafii z których pochodzą nasi przodkowie.

  3. Skromne drzewo lecz należy gratulować. Kerber w Niemczech rozbuduje drzewo w Polsce to mało znaczące nazwisko. Przy budowie drzewa genealogicznego dowiadujemy się o prawdziwym pochodzeniu. Historycy obecni wiedzę opierają na źródłach nie rzetelnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *