Kto strzelał do kota? „Zwierzak miał śrut w oku”

Box2 Czernikowo Region
Fot. Łukasz Piecyk

W okolicy to już drugie postrzelenie kota. Internauci piszą, że podobne przypadki były w Dzikowie, Kawęczynie, Głogowie i Brzozówce. Ktoś czuje się bezkarny, strzelając do niewinnych zwierząt i narażając je na cierpienie i śmierć.

Monika Barczak jest właścicielką dwuletniego rudego kota Hakera. Pupil jest uwielbiany przez całą rodzinę, szczególnie przez dzieci pani Moniki i dziadka. Kociak nie jest wykastrowany i kiedy przychodził okres rui u kotek, potrafił zniknąć na kilka dni i wrócić do domu obdrapany, ale nigdy nic poważnego mu się nie stało. W połowie lipca kociak wrócił w bardzo złym stanie, tym razem jego rany wyglądały źle, zupełnie inaczej niż wcześniej. 

– Po jednym wyjściu wrócił i cały dzień leżał. Nie chciał nic jeść ani pić. Zdarza mu się to, choć rzadko, ale gdy raz spał ze mną, widać było, że bardzo cierpi. Głaskając go za uchem, wyczułam pewne zgrubienie, jednak wtedy nie wiedziałam dokładnie, co to może być – mówi Monika Barczak.

Właściciele kota początkowo byli przekonani, że ich pupil mógł zjeść mysz i się nią zatruć. Zaniepokoił ich fakt, że kot załatwia się w kuwecie, co zazwyczaj robił jedynie zimą. Dodatkowo na nosie miał obwódkę w innym kolorze. 

Państwo Barczakowie postanowili udać się z kotem do gabinetu weterynaryjnego „Pchełka” w Czernikowie. 

Kot trafił do nas na początku sierpnia z ogólnym osłabieniem i brakiem apetytu. Okazało się, że ma za uchem pod skórą śrut, który natychmiast został usunięty. Miał już widoczne ślady zatrucia ołowiem. Wykonaliśmy badania nerkowe i wątrobowe. Po dwóch dniach wrócił do życia – mówi weterynarz Szymon Szóstak. 

Czworonóg miał szczęście, że śrut nie trafił do jego mózgu. W piątek Haker będzie miał wykonany rentgen w celu skontrolowania, czy z jego zdrowiem jest już wszystko w porządku.

Do gabinetu weterynaryjnego w Czernikowie kilka miesięcy temu strażnicy przywieźli także postrzelonego kota.

– Przywieziony kociak miał śrut w oku. Nie wiemy, jak długi czas z nim chodził. Kot miał drgawki i przykurcze – wyjaśnia weterynarz.

Weterynarze z Czernikowa przez 2 lata mieli dwa przypadki postrzelonych pacjentów. Podobne jednorazowe zgłoszenia o postrzeleniu zwierząt dostają weterynarze z Głogowa i Brzozówki. Wielu właścicieli zwierząt często nie zgłasza, że ich zwierzak może być postrzelony. Zdarza się to głównie w dużych gospodarstwach, w których jest bardzo dużo zwierząt. 

Pani Monika zgłosiła sprawę strzelania na policję, jednak została ona po kilku dniach umorzona. Po opublikowaniu zdjęć rany w profilu społecznościowym i opisaniu sytuacji znajomi pani Moniki opisywali podobne przypadki. 

„W Dzikowie jest ten sam problem”- pisze pani Zuzanna. Pani Laura w komentarzu dodaje: „W Kawęczynie widzieliśmy kilka tygodni temu zranionego i kulawego kotka. Wyglądało to na postrzelenie”. 

– Zwierzęta w polskim prawie chroni ustawa o ochronie zwierząt. Mówi o tym dokładnie art. 35, że kto zabija, uśmierca zwierzę albo dokonuje uboju zwierzęcia z naruszeniem przepisów wyłączenia zakazu zabijania zwierząt, znęcania się nad zwierzętami, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3 – wyjaśnia mł. asp. Wojciech Chrostowski z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. 

Strzelanie do zwierząt odbywa się częściej na wsi niż w miastach. Mieszkańcy czasami wiedzą, kto ma wiatrówkę i strzela, ale boją się o tym głośno mówić. Nie strzela się tylko do kotów, ale również do ptaków, lisów, saren. W Polsce jest coraz więcej zgłaszanych przypadków dotyczących strzelania. Jednak nadal za mało, żeby można było zacząć działać w tym kierunku. Właściciele zwierzaków zastanawiają się, czy zwierzęta w jakiś sposób przeszkadzają zwyrodnialcom, którzy w tak okrutny sposób znęcają się nad nimi. 

Nie zgłasza się do nas dużo osób w sprawach postrzelenia. Wydaje mi się, że mało jest przypadków strzelania do zwierząt właścicielskich, jedynie do dzikich kotów, ale ciężko to zidentyfikować. Mieliśmy w toruńskich Czerniewicach dwa, może trzy przypadki zwierząt z odciętymi łapkami, stoją za tym kłusownicy. Były również pojedyncze przypadki strzelania do psów w podtoruńskich wsiach – mówi Piotr Korpal z Toruńskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt.

Osoby, które strzelają rekreacyjnie, często nieświadomie mogą trafić w zwierzę. We wsi Brzozowo sześć lat temu miało miejsce zastrzelenie kota w pobliżu domu jednorodzinnego, w którym mieszkali jego właściciele. Ogromny huk zaalarmował mieszkańców, którzy szybko zareagowali, zapisując numery rejestracyjne samochodu. Zatrzymany mężczyzna był myśliwym z Kijewa Królewskiego. Został skazany na cztery miesiące pozbawienia wolności, a także 300 zł grzywny i 1,2 tys. zł odszkodowania dla właścicieli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *