Jak rozpoznać auto powypadkowe?

Box2 Materiały partnera

Auta powypadkowe są zmorą we wciąż dużej liczbie komisów. Nieuczciwi sprzedawcy twierdzą, że to była tylko niegroźna stłuczka, a wiadomo, że wtedy wartość auta nie spada tak bardzo. Nie ma niestety żadnego testu na prawdomówność sprzedawców, ale na szczęście jest kilka testów na wypadki w historii auta.

REKLAMA

Najpewniejsza metoda: raport VIN

REKLAMA

Doskonałym i – na szczęście kupujących – bogatym źródłem informacji o wypadkach są różnego rodzaju bazy danych. Dostęp do nich jest utrudniony, więc warto wygenerować raport na carVertical – serwis gromadzi informacje z różnych baz danych i przedstawia je w czytelnej formie. Zdjęcia z miejsca wypadku lub oględzin rzeczoznawców to często aż nadto czytelny dowód, żeby upewnić się co do daty i charakteru zdarzenia, ale i rozległości uszkodzeń. Zdarza się sporadycznie, że jakieś mniej istotne zdarzenia drogowe nie trafiają do baz danych, ale jeśli chodzi o wypadki, to praktycznie wszystkie zostawiają ślad w tej czy innej formie w rejestrach i jest to najsilniejszy dowód na to, że auto zostało poważnie uszkodzone. Przy okazji – czasem można też odnaleźć wpis o tym, jak zostało naprawione.

Mniej pewna: sprawdzenie wyposażenia

Od razu słowo dla krytyków, którzy zamierzają twierdzić, że przednią szybę wymienia się ze względu na pajączki spowodowane odpryśniętymi kamieniami albo po prostu zużycie. Tak, to prawda, ale zwykle wtedy wymienia się tylko przednią szybę. A przy oględzinach często pojawia się na przykład zestaw przednia szyba + lewy reflektor + szyba kierowcy. To już sugeruje wypadek, a na pewno kolizję średniej wagi. I pewnie – to nie jest idealna metoda, bo można wymienić w samochodzie wszystko, co się chce. Reflektory też się zużywają, polerowanie nie zawsze ma sens, boczne szyby też się rysują, a czasem ktoś ją kamieniem wybije – to wszystko się zdarza. Ale rzadko w takiej kumulacji.

Najmniej pewna metoda: lakier

Kiepsko wykonaną naprawę blacharsko-lakierniczą widać od razu: elementy są źle spasowane, a przejścia tonalne w zasadzie nie istnieją. I takiej naprawy trzeba się wystrzegać tak samo, jak kolizji, bo to tylko maskowanie problemów. Z drugiej strony, jeśli naprawy zostały przeprowadzone profesjonalnie, to poza fakturą nie będzie sposobu, żeby to udowodnić. Można poskładać samochód tak, żeby nie było po tym żadnego śladu. Kłopot z określaniem powagi sytuacji po lakierze polega jednak przede wszystkim na tym, że naprawa lakiernicza dowodzi tylko uszkodzenia blach. A co z innymi elementami? Naprawy po szkodach parkingowych i po sporym dzwonie mogą wyglądać bardzo podobnie i trzeba poszukać innego dowodu na to, czy była to kolizja, czy wypadek.

Naprawa tak, maskowanie nie

Czy warto zadawać sobie tyle trudu, żeby odkryć wypadkową historię pojazdu? Zdecydowanie tak. Jest bowiem olbrzymia różnica między naprawą i usunięciem uszkodzeń, a jedynie ich zamaskowaniem. I ta różnica może zaważyć na przeżyciu nawet pozornie niewinnie wyglądającej kolizji. Nie chodzi bowiem o to, żeby od razu z góry odrzucać wszystkie oferty aut „z przeszłością”, a raczej o to, żeby kupować takie, które są warte swojej ceny i zapewniają bezpieczeństwo na takim poziomie, o jakim myśleli projektanci samochodu. Dlatego też warto zainwestować trochę w szukanie dziury w całym – raport z historii, profesjonalne oględziny i opinia mechanika przed zakupem mogą ocalić nie tylko portfel, ale także – w skrajnej sytuacji – życie kierowcy i pasażerów, którzy jeździliby uszkodzonym samochodem, nieświadomi swojego błędu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *