Czesław Mikołajski z Chełmna walczy o odzyskanie wzroku. „Terapia w Chinach nie przyniosła oczekiwanych rezultatów”

Box1 Powiat chełmiński
Fot. Łukasz Piecyk

38-letni Czesław Mikołajski z Chełmna we wrześniu 2016 r. stracił wzrok. Ponad pół roku temu wrócił z Chin z innowacyjnej terapii, która nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, ale mimo to walczy nadal. Jak mówi, dostrzega więcej niż wtedy, gdy widział.

– Pracowałem przy samochodach, ciągle coś składałem przy oparach i jakoś specjalnie się nad tym nie zastanawiałem, nawet maski nie zakładałem. Aż doszło do chemicznego zatrucia, tzw. toksycznej neuropatii, w wyniku której straciłem wzrok, ale najpierw było zapalenie nerwu wzrokowego – wspomina Czesław Mikołajski.

Mieszkaniec Chełmna nie widzi od ponad dwóch lat. Jak mówi w rozmowie z „Gazetą Chełmińską”, pierwsze symptomy, które się u niego pojawiły, nie zwiastowały niczego groźnego. Pojawiły się nagle i równie szybko sprawiły, że przestał widzieć.

Nie ma efektów

– Na początku bardzo raziło mnie światło. Później na chwilę te dolegliwości ustąpiły, a za kilka tygodni znowu wróciły. Dostałem skierowanie do szpitala. Po badaniach, gdy wróciłem do domu, widziałem już tylko półmrok – opowiada.

Walkę o odzyskanie jego wzroku rozpoczęła żona Urszula. To ona uruchomiła specjalną zbiórkę pieniędzy na Facebooku. Dzięki anonimowemu darczyńcy pan Czesław mógł wyjechać w ubiegłym roku na innowacyjną terapię z wykorzystaniem komórek macierzystych do Chin. Ta jednak nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.

– Nie ma efektów, jakich oczekiwałem. Przeszczepiona ilość komórek macierzystych okazała się za mała. Komórki były wszczepiane dożylnie, dolędźwiowo. Zabiegi były wspomagane m.in. akupunkturą i aquaterapią, ale widocznie dla mnie to za mało. Efekty zależą od organizmu. Na jednych terapia działa szybciej, a na drugich nie. Jeden mężczyzna opowiadał mi, że jego pole widzenia po terapii zwiększyło się do dziesięciu procent, a po kilku już do osiemdziesięciu – widzi, prowadzi samochód. Moja widoczność jest zerowa – mówi pan Czesław, który chce podjąć kolejną próbę terapii. Na to potrzebne są jednak pieniądze. Koszt dwóch terapii to ok. 230 tys. zł. Wpłat można dokonywać za pośrednictwem Facebooka.

Życie toczy się dalej

Pan Czesław czeka na pomoc i cały czas działa. Nie załamuje rąk, nie rozczula, bo ma dla kogo żyć. Zanim stracił wzrok, pracował fizycznie: jako ślusarz, budowlaniec, przy samochodach. Teraz chce zostać masażystą.

– Mam 38 lat, jestem młodym człowiekiem. Nie wyobrażam sobie, żebym do końca życia siedział w domu i czekał na śmierć – mówi mężczyzna, którego od samego początku wspiera rodzina – żona Urszula i dwoje dzieci.

Najmłodsze ma 21 miesięcy i jeszcze nie rozumie, że tata nie widzi.

– Gdy maleństwo przyszło na świat, mogłem je oglądać przez miesiąc – wspomina.

Życie pana Czesława, po tym jak stracił wzrok, zmieniło się diametralnie, ale mężczyzna dostrzega też pozytywne strony tego, co się stało.

– Człowiek szybko żyje, praca jest najważniejsza, pieniądze, a życie ucieka. Ja zwolniłem tempo. Żyję w nadziei i oczekiwaniu. Chciałbym zobaczyć swoją rodzinę. Czasami jak się widzi, to jest się ślepym na wiele rzeczy. Moje oczy otworzyły się dopiero teraz, gdy nie widzę. Stałem się bardziej wrażliwy. Patrzę na wnętrze ludzi, a nie na to, jak wyglądają, jakie noszą ubrania. To nie ma znaczenia – dodaje.

Pan Czesław podkreśla, że utrata wzroku była w jego życiu momentem przełomowym. Krótko po diagnozie przekonał się, na kogo tak naprawdę może liczyć. Jak mówi, niewielu ludzi przy nim zostało, ale zostali ci, którzy powinni.

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *