Bezduszny recydywista. Co Adrian K. zrobił na Dworcowej?

Box1 Chełmża Region
Budynek kolejowy na Dworcowej w Chełmży jest owiany złą sławą (fot. Łukasz Piecyk)

Kilkadziesiąt godzin trwał dramat kobiety z Chełmży. Adrian K. przetrzymywał ją w pustostanie w pobliżu dworca kolejowego. Pobił, przypalał papierosami, pociął nożem i wielokrotnie zgwałcił. Grozi mu dożywocie. To jednak nie pierwsza jego zbrodni

Idzie. Ręce szeroko, czoło wysoko, jajami do przodu. Z drogi! Oto kroczy więzienna potęga i chwała – Adrian, w grypserskim stopniu majora. Szerokie ma ramiona, mocną szczękę, oczy jakby puste i dłonie, które mogą wszystko. Idzie. Niech ziemia drży.

W piątkowe popołudnie 7 czerwca Chełmża dusiła się w upale. Kto mógł ukradkiem huknąć piwo w cieniu, ten chłodził się w okamgnieniu. Kto musiał gnić za biurkiem, ten frajer. Jak to w Chełmży.

Przy ul. Rynek Bednarski, w samym środku miasteczka, Adriana znali chyba wszyscy. Miał tu swoje sprawy. A tu wszyscy znają wszystkich. Wiadomo, kto bije żonę i która się puszcza. Kogo trzeba omijać – też. Adrian lubił, kiedy ludzie schodzili mu z drogi.

– Za małolata wiadomo było, że rządził koło dworca – wspomina pewnym tonem Dariusz, sąsiad Adriana K. – Ile on tam akcji odwalił, to się w głowie nie mieści. No, ale potem, wiadomo, co się stało. Musiał pojechać na wczasy. Parę lat go nie było.

26 kwietnia 2008 r. Adrian K. zasłużył na więzienny stopień majora. Z dwoma młodszymi kolegami Łukaszem J. (lat 19) i Radosławem P. (lat 16) pił wódkę w opuszczonym kolejowym budynku. Napatoczył im się bezdomny – Pieter. Ponoć chciał się zakumplować, zagadać, ale coś Adrianowi się nie spodobało.

– Już wtedy nam coś z nim nie grało, było widać po zeznaniach, że dla niego pobicie, jakakolwiek przemoc, to coś normalnego. Wręcz powód do dumy – mówią nieoficjalnie policjanci, którzy pamiętają Adriana K. sprzed dziesięciu lat. – To jeden z tych, o których wiesz, że trzeba ich zamknąć na długie lata, bo prędzej czy później zrobi coś naprawdę złego. No i zrobił.

Dziesięć lat temu Adrian po prostu nie zrozumiał, co bezdomny Pieter do niego powiedział. Najpierw więc uderzył go w żebra, potem trzy razy w twarz. Dobił deską. Tłukł tak długo, aż ofiara przestała się ruszać. Gdy skończył, poszedł chlać dalej.

W wyniku obrażeń Piotr K. zmarł w szpitalu. Adrian skazany został za pobicie ze skutkiem śmiertelnym na siedem lat pozbawienia wolności. Nie pomogła mu wtedy opinia biegłych psychiatrów, którzy stwierdzili, że nie tylko był poczytalny, ale też w pełni świadomy. Odsiedział swoje, a gdy wrócił… zaczął szukać miłości.

– On chciał mieć dziewczynę, taką normalną, żeby była jak to dziewczyna, wiadomo nie? – tłumaczy kolegę sąsiad Dariusz. – No ale wiadomo, jak to z babami…

Adrian miał aż trzy fejsbukowe konta. Na najnowszym jako zdjęcie w tle ustawił wielki różowy napis: JEBAĆ MIŁOŚĆ.

7 czerwca wyszedł na ulicę znów czegoś szukać. Według oficjalnej wersji śledczych, próbował umówić się na randkę z Kasią, matką kilkorga dzieci, mieszkającą w tzw. Gdyni, cieszącej się najgorszą sławą dzielnicy Chełmży. Katarzyna miała jednak odmówić bliższych kontaktów, co Adriana wyprowadziło z równowagi. Zaciągnął ją siłą do opuszczonego budynku kolejowego, tego samego, w którym dziesięć lat temu skatował bezdomnego Piotra. Zawlókł na poddasze. Tam po zmroku nie odważy się wejść nikt. Spróchniałe schody, wyrwane ze ścian wszystkie przewody elektryczne, przegniłe resztki mebli, gnijące śmieci i smród zgnilizny.

– Stamtąd niby było słychać jakieś hałasy, ale kto by zwracał uwagę na coś takiego? – mówią pracownicy myjni samochodowej, która sąsiaduje z opuszczonym budynkiem kolejowym. – Tam co jakiś czas jakieś menele przychodzą, ale my z nimi nie mamy nic do czynienia.

Adrian K. przez kilkadziesiąt godzin więził i katował Katarzynę. Jej twarz została zmasakrowana. Nerki odbite. Kat przypalał ją też papierosem. Ciął nożem. Gwałcił. Wielokrotnie. Gdy się znudził, związał kobietę i zapowiedział, że jeśli spróbuje krzyczeć albo szukać pomocy, to wróci i ją zabije. Zapiął spodnie i wyszedł na miasto.

Gdy wrócił, Katarzyny już nie było. W sobotę zdołała się wydostać. Wyszła prosto na peron dworca kolejowego. Słaniała się na nogach. Krwawiła.

– W pierwszej chwili nie chciała, żeby dzwonić na policję albo po pogotowie – mówią pracownicy myjni samochodowej. – Ale była w takim stanie, że nie było innej możliwości. Ją trzeba było po prostu ratować.

Ofiara Adriana K. została natychmiast przewieziona do szpitala. Personel medyczny powiadomił policję – obrażenia wskazywały, że mogła paść ofiarą przestępstwa. Lekarze określili jej stan jako bardzo poważny i nie pozwolili śledczym nawet na wstępne przesłuchanie. Bez zeznań Katarzyny policjanci musieli określić profil napastnika. Namierzyli go szybko. W niedzielne przedpołudnie zatrzymali go w mieszkaniu członka rodziny. Nie stawiał oporu.

– Poszkodowana kobieta ma liczne obrażenia. Między innymi takie, które prawdopodobnie pochodzą od papierosa i ostrego narzędzia – mówi Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

W poniedziałek prokurator przedstawił Adrianowi K. zarzuty usiłowania zabójstwa, gwałtu i pozbawienia wolności. Sprawą zainteresował się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który polecił Prokuraturze Krajowej objąć nadzorem śledztwo.

– My nie wszystko wiemy, co on jej zrobił – mówią sąsiedzi Katarzyny. – Ale z tego co się od znajomych słyszy, to jakieś straszne rzeczy były… Że nawet jak na Chełmżę, to było, że tak powiem, grubo… My go znamy, on nie raz jak komuś przywalił, to powtarzał, że płacz nie pomoże. Nikt tu na niego czekać nie będzie. Jeśli ktokolwiek jest w stanie zrobić coś takiego kobiecie, to… nie człowiek. Lepiej niech do nas nie wraca.

We wtorek Sąd Okręgowy w Toruniu zdecydował o aresztowaniu Adriana K. na trzy miesiące. Nieoficjalnie śledczy przyznają, że spodziewają się bardzo wysokiego wyroku, bo dowody są mocne, a skala okrucieństwa wprost porażająca.

Kiedy Adrian K. przekraczał bramę aresztu, groziło mu dożywocie. Szedł jednak pewnym krokiem. Z czołem wysoko, nogami szeroko, jajami do przodu. Ziemia jednak nie drżała. Szedł w kajdanach.

PS. Imię ofiary zostało zmienione.

2 thoughts on “Bezduszny recydywista. Co Adrian K. zrobił na Dworcowej?

    1. Artykuł napisany nieprofesjonalnie. Szkoda, zwłaszcza, że zrobił to fachowiec. Owszem, w tym tekście jest coś więcej niż suche fakty – subiektywna opinia pana redaktora, którą, jeśli chciał, powinien przedstawić w tekście o charakterze publicystycznym. Ze smutkiem czytałam artykuł podpisany nazwiskiem kogoś, kto uczył innych warsztatu dziennikarza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *